Tak się niestety ostatnio zdarzyło, że moje dziecko załapało wirusa….nie, nie koronowirusa. Jakiegoś innego, mniej utytułowanego, co wcale nie znaczy, że nie był on niebezpieczny. Wystraszyłam się trochę, bo na początku wymiotował, potem miał rozwolnienie, a na końcu wysoko gorączkował. Tak oczywiście można by powiedzieć, żeby nie panikować, że to tylko kilkudniowy wirus żołądkowy, ale skoro jestem matką, a moje dziecko każdej nocy ma wysoką temperaturę, to mam prawo do tego, by być nieco zaniepokojona i szukać pomocy u specjalistów.

Tak…specjalistów…

Dostać się do jakiegokolwiek w obecnej sytuacji graniczy z cudem.

Dlaczego?

Bo wszyscy, albo siedzą w szpitalu i pomagają tym, którzy przechodzą kwarantannę – nie daj Boże również tym, u których stwierdzono trawiącego nasze społeczeństwo koronawirusa, albo po prostu nie przyjmują pacjentów.

Czyli, że jak coś Ci jest i nie jest to koronawirus, to możesz spokojnie umierać w domu?

Krzyż na drogę, szczęście w kieszeń!

Przesadzam! Niekoniecznie.

Na szczęście udało nam się dostać do specjalisty, który totalnie wykończony dyżurami 24/24 przywitał na w stroju astronauty i z wycieńczenia nie był nawet w stanie na tyle się skupić, by poprawnie wpisać dane mojego dziecka do komputera. Skąd więc miałam mieć pewność, że diagnoza, którą postawił była trafna?

A nie postawił żadnej diagnozy!

Nie zapisał też żadnych leków!

W ogóle zbyt dużo mi nie powiedział. No bo jak mógł cokolwiek orzec skoro sam był na skraju wytrzymałości i prawie mi tam nie padł z wyczerpania.

Wszystko to, co udało mi się od niego wyciągnąć skonsultowałam jeszcze telefonicznie z innym pediatrą (bardziej przytomnym) i okazało się,  że postępowanie, które zalecił pierwszy lekarz ( a właściwie jego brak) jest odpowiednie.

Na szczęście ten brak jakichkolwiek działań wyszedł mojemu dziecku na zdrowie- jak za dotknięciem magicznej różdżki temperatura zniknęła, a mój syn dziś czuje się świetnie.

Jednak zastanawiam mnie, co mają zrobić Ci ludzie, którzy nie mieli tyle szczęścia, żeby dostać się do lekarza, lub którym choróbsko nie przeszło jak ręką odjął?

Tylko dlatego, że nie mają koronowirusa mają polegać na poradach farmaceutów lub opinii wujka Google?

Czy To jest Twoja wina, że jesteś w zamknięty w domu i akurat się rozchorowałeś?

Dlaczego nie możemy liczyć na żadną pomoc ze strony lekarzy, którzy przecież po to są, żeby leczyć?

Swoją drogą przyszła do mnie właśnie taka refleksja- a co jeśli na koronowirusa zaczną chorować ludzie psychicznie chorzy?

Na jaką pomoc mogą liczyć?

Czy stworzy się dla nas specjalne miejsce , w którym oprócz tego, że leczyć się będzie koronowirusa, to pomagać się będzie również ze względu na choroby mentalne?

Ja jestem o tyle spokojna, że wiem, że wizytę z moim specjalistą mogę przeprowadzić przez telefon. Zapisze mi odpowiednie leki i w ten sposób będę kontynuować leczenie. Ale co z osobami które nagle zapadną na tego typu schorzenia co moje (Choroba Afektywna Dwubiegunowa) i pilnie będą potrzebowały diagnozy?

Czy drzwi gabinetów psychiatrycznych będą przed nimi zamknięte?

Na to wygląda, że tak?

Czym to grozi?

Dla mnie taka sytuacja jest niewyobrażalna!!!

Nie pojmuję tego, aby odmawiać pomocy ludziom, którzy nagle, pilnie i doraźnie jej potrzebują.

Nie wspominając już o fakcie jak będzie wyglądać nasza rzeczywistość po zakończeniu kwarantanny.

Wiecie dobrze, że jestem wielką optymistką, ale czasem należy zdać sobie sprawę z tego, co się dzieje i zachować realizm.

Moim zdaniem wielu małych przedsiębiorców, którzy będą zmuszeni zawiesić działalność, ludzi, którzy nie będą w stanie spłacić kredytów lub takich, którzy podczas okresu, który musieli spędzić w domu będzie wielu. Ich problemy będą ogromne. Nie chcę szerzyć czarnowidztwa i źle wróżyć, ale co ma zrobić człowiek, który wszystkie oszczędności zainwestował w firmę swojego życia, taki którego nie stać na spłatę kredytu, lub ten, kto do tej pory był jedynym żywicielem rodziny? Depresja, która jest jednym z dwóch biegunów ChAD (Choroby Afektywnej Dwubiegunowej) może całkiem naturalnie rozgościć się w ich życiu.

Warto zastanowić się nad tym już teraz. Podjąć kroki, aby nie dopuścić do takiego stanu ciała i umysłu. Nie pozostawiać siebie samego na pożarcie lawa, którym jest to straszne schorzenie.

W obliczu tak wielkiej zewnętrznej tragedii- piszę zewnętrznej, bo wychodzi ona spoza nas, nie mamy fizycznie na nią wpływu- to nie my jesteśmy odpowiedzialni za to, że koronowirus szaleje w naszym kraju- dobrze jest zastanowić się już teraz, co zamierzamy zrobić po zakończeniu kwarantanny.

Przygotować się fizycznie i psychicznie na różnego rodzaju scenariusze- nie dać się zaskoczyć.

Jeśli obawiasz się najgorszego- spisz swoje obawy i dokładnie się im przyjrzyj. Pomyśl. Które z nich są racjonalne, które natomiast nadmiernie przesadzone. Spróbuj do każdej z nich opracować jakiś plan A, B, C. Każda sytuacja ma jakieś wyjście. Jeżeli nie potrafisz go samodzielnie znaleźć poproś o pomoc najbliższe Ci osoby- może razem uda wam się znaleźć jakieś wyjście.

I bardzo ważne- zadbaj o siebie. O swoje samopoczucie fizyczne i psychiczne.

Jeśli będziesz silny fizycznie i psychicznie żadna byle depresja Cię nie dopadnie!!!

Jeśli jest to możliwe przesypiaj 8 godzin, jedz zdrowo i pij min 1,5l wody dziennie.

Zadbaj o ruch w swoim życiu- spacery, ćwiczenia w domu, co tylko Ci się uda.

Sprawiaj sobie małe prezenty, bo przecież na nie zasługujesz (dobra kawa, telefon do bliskiej osoby, rozdział książki, zabawa z dzieckiem, to, co lubisz i przynosi Ci radość).

Nie gwarantuję Ci oczywiście, że powyższe działania zapewnią Ci sukces, ale z pewnością znacznie zwiększą Twoją szansę na obronę przed kryzysem.

Ja każdego dnia w ten właśnie sposób bronię się przed porażką, bo jestem na nią narażona permanentnie.

Mojemu synowi wirus przeszedł sam. Koronowirus też się kiedyś skończy. Bądźmy gotowi na to, aby zmierzyć się z rzeczywistością po kwarantannie.

A może są tu jakieś osoby, które mają inny przepis na to, jak się nie dać depresji?

Może ktoś nie zgadza się ze mną i chce o tym powiedzieć.

Piszcie, co myślicie i czujecie po przeczytaniu tego tekstu.

Ja wam i sobie życzę ogromnej siły do tego, abyśmy z optymizmem patrzyli każdego ranka na wschodzące słońce i z wdzięcznością spoglądali na każdy jego zachód.

Tradycyjnie dobrego dnia wszystkim życzę.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienie ChAD

Fot.: silviarita

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x