Każda historia jest inna

WARIATKOWO,

DOM WARIATÓW,

A MOŻE PO PROSTU

SZPITAL PSYCHIATRYCZNY?

 

Długo się leniłam…

Dobrze mi było na tym moim „urlopie”. Czas tak wolno, spokojnie i niespiesznie płynął.

Nie znaczy to, że niewiele się działo, bo działo się całkiem sporo- można powiedzieć nawet, że zbierałam owoce tego, co zasiałam w przeciągu minionych dwóch lat- udzieliłam kilku wywiadów do prasy, moje artykuły ukazały się na kilku portalach internetowych, niektórzy zaczęli się interesować tym, co robię. Jest to dla mnie bardzo ważne z tego względu, że zależy mi na tym, by nagłaśniać fakt, iż ze Schorzeniem Afektywnym Dwubiegunowym da się żyć- pięknie żyć- czego jestem najlepszym przykładem.

OD KWIETNIA PRZESTAŁAM JUŻ ZAPIERNICZAĆ

JAK DZIKI KRÓLIK – PRZYSTOPOWAŁAM TOTALNIE.

Zaniechałam pisania tekstów na blog, ale udało mi się napisać e-book’a, skończyłam kurs na Doradcę ds. zdrowienia i stworzyłam (dzięki fachowej pomocy Joanny Gzgier) tę piękną stronę www, na której właśnie gościcie).

Przyszła więc już prawie jesień, wieczory coraz krótsze, a ja pod skórą czuję, że czas już najwyższy znów wziąć się do pracy.

Skończyło się wylegiwanie na leżaczku nad brzegiem jeziorka- teraz czas na coś innego.

Postanowiłam reaktywować mojego bloga. Moje teksty pojawiać się będą w poniedziałki natomiast w piątki publikować będę teksty ludzi, którzy zgodzili się na współpracę ze mną. Znajdziecie je w zakładce „Inaczej”.

Postanowiłam też stworzyć cykl tekstów inspirowanych niesamowicie ciekawą książką profesora Łukasza Święcickiego „Buka u psychiatry”, które będą opowiadać między innymi o tym, czy szpitale psychiatryczne są potrzebne, dotkną też tematu samobójstw, opowiedzą o depresji wśród kobiet w ciąży albo o potrzebie holistycznego podejścia do leczenia u osób chorych psychicznie itp.

Pomysłów i inspiracji jest multum.

Zacznę zatem po kolei od pytania czy szpitale psychiatryczne są potrzebne?

Jako osoba, która w swojej „karierze” nie tylko odwiedziła, ale też doświadczyła pięciokrotnie jak wygląda przebywanie w szpitalu psychiatrycznym (trzymiesięczne) uważam, że jak najbardziej mam prawo wypowiadać się na ten właśnie temat.

Na początku jednak zacytuję słowa profesora Łukasza Święcickiego pochodzące z wyżej już wspomnianej książki.

Dodam może jeszcze tylko, że Pan profesor jest  specjalistą w zakresie psychiatriiprofesorem nauk medycznych, kierownikiem II Kliniki Psychiatrycznej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie i generalnie doskonale wie o czym mówi.

A mówi, a raczej pisze tak:

„Czemu oddział psychiatryczny jest niedobry? Krytycy takich oddziałów słusznie twierdzą, że nie przyzwyczajają do one do życia na wolności. Nie uczą, lecz oduczają. Nie prowadzą do samodzielności, a uległości. (…) Krytycy- macie rację! Rzeczywiście ani ja , ani wy (wy-krytycy) nie powinniśmy kłaść się w oddziale psychiatrycznym. Jeszcze nie, w każdym razie. Ale też nie są one dla nas i tu jest pies pogrzebany. Oddziały psychiatryczne (klasyczne, całodobowe, bez klamek itd.) są przeznaczone dla osób, które naprawdę, naprawdę, naprawdę są ciężko chore. Nie, że sobie nie radzą, że nie „zostały wyznaczone do roli”, nie, że „są najsłabszym ogniwem”. Nie! Nic z tych pseudonowoczesnych bredni. Wśród nas żyje całkiem pokaźna grupa osób bardzo ciężko chorych psychicznie. Po prostu psychicznie. Nie wiem, jak mam to wytłumaczyć, bo mam wrażenie, że nie jestem dobrze rozumiany. Są ludzie, którzy w trakcie trwania depresji chudną 20kg. Są tacy, którzy chudną 30. A znam takich, którzy schudli 60!!!. 60 kg żywego ciała. Są chorzy na schizofrenię (bo taka choroba niewątpliwie istnieje, choć zgadzam się, że można ją inaczej nazwać), którzy żyją wyłącznie w swoim świecie, niemal bez kontaktu z naszym światem. W okresach zaostrzeń chorobowych osoby te muszą być pod bardzo ścisła ochroną. Muszą się znaleźć w rezerwatach, żeby silni i zdrowi ludzie ich nie zniszczyli, nie zdeptali, nie pourywali im głów samym swoim oddechem.”

Dlaczego cytuję te słowa?

Bo są one dosadne prawdziwe.

Można mówić o szpitalach psychiatrycznych wiele. Tym bardziej, że są one różne- lepsze i gorsze- tego niestety też doświadczyłam.

Mimo tego, że w takim miejscu nie jest „przyjemnie” to w zupełności zagradzam się z profesorem Święcickim- szpitale psychiatryczne są potrzebne, a w niektórych przypadkach nawet niezbędne.

I odważę się nawet postawić tezę, że czasem są one przydatne bardziej rodzinie zdiagnozowanego niż samemu choremu.

To również wiem z autopsji.

Ja jestem zdiagnozowana od 18 lat na ChAD. Szczęśliwie od 6 lat moja rodzina już nie przeżywa ze mną horroru jakim było ciągłe poskramianie mojej szalejącej, odzywającej się co kilka lat, monstrualnej manii.

Lecz był czas, jak sami już policzyliście, trwał on 12 lat, gdy moi bliscy drżeli o zdrowie moje a także swoje.

Wizyty w szpitalu psychiatrycznym niejednokrotnie były wybawieniem tak samo dla mnie jak i dla nich.

To, co że na siłę dostawałam zastrzyki uspokajające w dupe, po czym pośladki bolałay niemiłosiernie.

To, co że nie raz zapinano mnie w pasy.

To, co że raz oberwałam w twarz od innej chorej i że zdarzyło mi się przespać noc w palarni, bo bałam się, że ktoś zrobi mi naprawdę krzywdę.

To wszystko nie są z pewnością miłe wspomnienia jednak suma summarum uważam, że pobyty w tych szpitalach były dla mnie dobre.

Wiem, że moja rodzina i przyjaciele nie byliby w stanie sami mnie „poskromić”, że mogłabym zagrać im lub samej sobie. Przy tak ogromnym stopniu abstrakcyjności, jaki prezentowałam w szczytowym stadium manii jedyne słuszne rozwiązaniem byłą hospitalizacja.

A jak ja jako Praktyk Wyzdrowienia ChAD reaguję, gdy rodzina osoby zdiagnozowanej pyta mnie o sprawy związane właśnie z tematem szpitali psychiatrycznych. Odpowiadam szczerze. Zgodnie z prawdą mówię o tym, że w takim miejscu rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Królują tam zasady, które bardzo łatwo pojąć. Kto ma fajki, ten ma władzę! (Przynajmniej tak był, gdy ja 8 lat temu byłam w szpitalu). Dzień zaczyna się ok 5:00/6:00 w centrum kultury- czyli palarni od kubka mocnej kawy i ta kawa towarzyszy wszystkim przez cały dzień. Jest jeszcze wiele zasad i reguł, które wato poznać, aby wiedzieć czego się spodziewać i jak przeżyć te trzy miesiące (bo przeważnie tyle trwa pobyt – dobranie leków itd.) – przynajmniej w moim przypadku zawsze tak było.

„Dom wariatów” to nie jest fajne miejsce. Co nie znaczy, że tak jak w normalnym życiu nie bywa tam wesoło. Oczywiście, że dzieją się rzeczy zabawne i często można się tam na serio dobrze bawić. Może nawet lepiej niż w domu, gdzie każdy od Ciebie czegoś wymaga. Gdzie musisz być odpowiedzialny za dzieci, musisz wypełniać swoje obowiązki itd…

Ti możesz sobie spać w ciągu dnia, śniadanko, obiadek i kolacja podane pod nosek- no żyć nie umierać.

Czyli, że krytycy cytowani w książce mają jednak trochę racji.

Tak, ale tylko trochę.

Ja absolutnie zgadzam się z autorem książki – szpitale psychiatryczne są potrzebne ludziom bardzo chorym, bo tacy naprawdę istnieją choć możemy ich na co dzień nie zauważać lub ignorować fakt, że są w naszym społeczeństwie.

A wszelkie Oddziały Dzienne czy Grupy Wsparcia to wspaniały pomysł, ale tylko dla osób, które są już „wyprowadzone” czyli takich, które mają już „ustawione” leki i w miarę normalnie funkcjonują.

Nie muszę już zatem chyba robić żadnego wielkiego podsumowania i odpowiadać na pytanie czy uważam, że „wariatkowo” to potrzebne miejsce.

Tak, tak i jeszcze raz tak!!!

Warto jednak wybrać przyjazną placówkę- to jest z pewnością niezmiernie istotne.

Wszystkim tym, którzy nie byli nigdy w szpitalu psychiatrycznym życzę, by nigdy w życiu nie musieli odwiedzać tego miejsca. Natomiast Ci, którzy mają w swoim życiorysie takie doświadczenie proszę o podzielenie się swoimi „wrażeniami w komentarzu”.

Dobrego dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Peter H

 

JAK LWICA

JAK LWICA

Każda historia jest innaJAK LWICA Każdego z nas w życiu spotykają różne chwile. Zdarza się, że jesteśmy na szczycie i zaraz potem sięgamy najgłębszego dna.Życie to nie je bajka!!!I choć może wydawać się, że patrzę na świat przez różowe okulary, to wcale tak nie jest....

czytaj dalej
MAŁY KRYZYS?

MAŁY KRYZYS?

Każda historia jest innaMAŁY KRYZYS? Dużo osób pyta mnie jak radzę sobie, gdy dopada mnie mania lub depresja lub raczej co robię, gdy zbliżają się te stany? Jeśli chodzi o manię o staram się jak najbardziej wyciszać i ograniczać do minimum ilość bodźców. Więcej na ten...

czytaj dalej
TALIZMAN

TALIZMAN

Każda historia jest innaTALIZMAN Co w życiu przynosi mi szczęście? WSZYSTKO!!! Bo „jestem w czepku urodzona”. Jestem szczęśliwa, gdy czuję zapach świeżo kupionego kremu do rąk o zapachu bananowym na swoich dłoniach. Raduje się moje serce, gdy wystylizowana jak „Żony...

czytaj dalej
6
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x