Wczoraj zadzwonił do mnie jeden z moich ulubionych znajomych- pewien młody, przystojny bardzo wrażliwy i inteligentny mężczyzna, który od wielu lat ma zdiagnozowany ChAD i oznajmił mi, że wyzdrowiał.

Na moje pytanie od kiedy nie bierze leków oznajmił, że od wczoraj (ha ha ha).

No Moi Mili rozbawił mnie totalnie.

Pośmialiśmy się jeszcze trochę. Zapytałam czy ma pracę. Odpowiedział, że tak i że udało mu się nawet znaleźć mieszkanie i prowadzić odpowiedzialne, samodzielne, dorosłe życie.

Spoważniałam więc i przypomniałam mu niejedną historię z jego „szalenie zabawnych” epizodów maniakalnych i poradziłam, aby nie zaprzepaszczał póltoraletniego okresu remisji i by jak najszybciej zgłosił się do lekarza, gdyż moim zdaniem jego wspaniałe samopoczucie jest pierwszym, bardzo wyraźnym i niepokojącym symptomem tego, że nadchodzi „górka” (stan hipomaniakalny lub maniakalny).

Co uczyni z moją radą?- tego nie wiem. Jednak jestem pewna, że jeżeli nie wróci do farmakoterapii niestety w jego życiu nie wydarzy się nic dobrego.

Dlaczego?

Jestem zdania, że tylko w nielicznych przypadkach ChAD (Choroba Afektywna Dwubiegunowa) możliwe jest funkcjonowanie bez leków.

Serdecznie gratuluję wszystkim osobom, którym udało się sprawić, że żyją bez farmakoterapii i remisja u nich trwa dłużej niż te moje cztery lata.

Dla mnie fakt, iż od czterech lat nie odwiedziłam żadnego szpitala psychiatrycznego, ani nie byłam na żadnym Oddziale Otwartym , ani żadnej temu podobnej jednostce, jest niezmiernie ważny.

Zauważyłam też, że to, iż potrafię sobie sama radzić z sytuacjami, w których nie dość, że wyczuwam nadchodzące stany podwyższonego i obniżonego samopoczucia (bez koniczności wizyty u lekarza i zwiększania dawki leku) nie jest wcale takie ewidentny dla wszystkich chorych na ChAD, którzy tak, jak ja są już od dłuższego czasu w remisji.

U mnie potrzeba utrzymania stanu równowagi i kontynuacji swojego stylu życia takiego, jakim jest teraz, jest ogromna. Mam zamiar utrzymać to już na stałe.

Podkreślam – każdy epizod maniakalny burzy całkowicie misternie zbudowany świat- jeśli miałaś wymarzoną pracę, w miarę poukładane życie rodzinne, przyjaciół itd. , to czasem przez to, że wydaje Ci się, że jest lepiej i że już nie musisz brać leków, wszystko to, na co tak ciężko pracowałaś możesz stracić w jednej chwili!!!

Po manii może też przyjść depresja- i tak trawa huśtawka.

Dlatego właśnie poradziłam dobranemu znajomemu, żeby gnał w te pędy do specjalisty.

Nie łudź się, że zostaniesz magicznie uzdrowiona!!!

Alternatywne sposoby leczenia być może działają, lecz moim zdaniem tylko na chwilę.

Znam wiele kobiet (i kilku mężczyzn chorych na ChAD), ale od nikogo jeszcze nie słyszałam, żeby uleczył się jakimiś naturalnymi metodami- wszyscy biorą leki!!!

Nie wszyscy zaakceptowali swoją chorobę i to jest też bardzo istotna kwestia.

Jestem przekonana, że Ci, którzy to zrobili i świadomie przyjmują leki, cały czas pracują na to, by ich stan równowagi trwał jak najdłużej. Jest im łatwiej, bo przestali kombinować z dawkami i nie przestają brać leków, gdy tylko poczują się troszeczkę lepiej.

Moim „przepisem” na balans jest przede wszystkim regularne przyjmowanie medykamentów, bo dzięki temu nasz organizm zaczyna dobrze funkcjonować na poziomie fizycznym. Jestem zdania, że leki należy przyjmować o tych samych porach codziennie.

Sen – 7/8 godzin to drugi czynnik, który gwarantuje życie w stabilizacji.

Rutyna- jest niezbędna do poczucia bezpieczeństwa tak potrzebnego do osiągnięcia remisji. Uporządkowanie swojego życia- stałych działań o stałych godzinach dnia. Oczywiście, że może w to być wpleciony czynnik spontaniczności, ale pamiętajmy, że im bardziej przewidywalne i zorganizowane życie ChAD’owca tym lepiej- czas na pracę, sen, odpoczynek, zabawę.

Dieta, woda, ćwiczenia, przyjazne środowisko.

Wszystkie powyższe czynniki są bardzo potrzebne, aby stworzyć sobie warunki do tego, by nasze życie (osób chorych na ChAD) było zrównoważone i dążyło do osiągniecia remisji.

Gdy już te wytyczne zostaną spełnione wtedy nadchodzi czas, aby zacząć pracę nad sobą.

Ja wypracowałam sobie swojego „wewnętrznego obserwatora”.

Jestem bardzo czujna i uważna na wszystko to, co dzieje się wokół mnie i wewnątrz mnie.

Na ludzi, którzy mnie otaczają (świadomie dobieram sobie przyjaciół) oraz na emocje, które się we mnie pojawiają- przyglądam się im, nazywam je i zastanawiam się jakie jest ich źródło- pracuję z nimi.

Mając takiego „wewnętrznego obserwatora” potrafię szybko zauważyć, kiedy zbliża się właśnie ta chwila, w której zaczyna się robić niebezpiecznie!!!

I wtedy działam.

W przypadku nadchodzącego stanu maniakalnego wiem, że należy jak najszybciej odpocząć- zamykam się w domu- dosłownie- na klucz. Alienuję się od wszystkiego i od wszystkich. Wyłączam Internet i telefon tak, aby nie mieć kontaktu ze światem, żeby się „nie rozkręcać”. Oglądam filmy zgrane na komputer, maluję, robię zdjęcia, tworzę wszystko to, co przyjdzie mi do głowy. Taki stan trwa w zależności od potrzeby jeden do trzech dni. Czasem jest o wiele lżej więc wystarczy tylko, że się zrelaksuję i na jeden dzień odpocznę od WSZYSTKICH obowiązków – biorę wtedy wolne w pracy, proszę teściową, żeby zaopiekowała się dziećmi, męża uprzedzam, że potrzebuję, by był dla mnie wyrozumiały- i to działa.

Natomiast, gdy nawiedza mnie „melancholia”, to po prostu pozawalam sobie na to, aby przez jakiś czas wybrzmiała. Kładę się spać. Popłaczę sobie. A potem zastanawiam się nad tym , dlaczego jestem smutna zanim smutek zamieni się w rozpacz. Kiedy znajdę źródło mojego złego samopoczucia staram się zrozumieć dlaczego tak się czuję i znaleźć rozwiązanie sytuacji, z powodu której mam taki nastrój.

Czasem udaje mi się samej z tego wyjść. Czasem potrzebuję pomocy innych ludzi- rozmowy, spotkania. Niekiedy mąż widząc , że źle się czuję proponuje mi wypad na spacer lub wspólną kolację- w ten sposób zmieniam też perspektywę i to też jest dobre rozwiązanie w moim przypadku na pierwsze symptomy zbliżających się stanów depresyjnych (chociaż u mnie raczej przeważają stany maniakalne niż depresyjne).

Wydawać by się mogło, że ten tekst adresowany jest tylko do osób chorych na ChAD.

Niekoniecznie.

Także osoby bliskie mogą z niego czerpać wiedzę jak się zachować, gdy partnerka czy córka zaczynają wchodzić w niebezpieczne stany.

Warto obserwować swoich bliskich i być wyczulonym na ich zachowanie, które jest charakterystyczne dla zbliżającej się manii lub depresji i wtedy już zawczasu reagować.

Ale przecież nie tylko osobom zdiagnozowanym na ChAD w życiu towarzyszy smutek.

Każdy z nas ma takie momenty, że po prostu chce mu się ryczeć.

Co wtedy zrobić?

No ryczeć!!!!

Wylać z siebie cały żal, potem się przespać, następnie zastanowić się skąd wziął się w nas ten wielki smutek i gdy już znajdziemy jego przyczynę postarać się rozwiązać problematyczną sytuację z nim związaną.

Czy mój kolega uzdrowił się?

Czy wyleczył się z ChAD?

Moim zdaniem NIE.

Ale ty możesz sprawić, że Twoje życie w remisji będzie coraz dłuższe.

Jeśli zaczniesz wsłuchiwać się w siebie i w swoje potrzeby, a także w symptomy, które daje Ci ciało uda Ci się odpowiednio wcześnie reagować.

Będziesz mógł to robić samodzielnie bez pomocy lekarza i konieczności zwiększania dawek leków tak, jak dziś ja to robię.

A wszyscy Ci, którzy to czytają i na szczęście nie są chorzy może nauczą się BYĆ ZE SWOIM SMUTKIEM- zauważać go, a nie zajadać!!!

Dzisiaj życzę Wam uważności i równowagi w życiu.

Uzdrawiania ducha.

Wszystkiego dobrego.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: congerdesign