Tak się zdarza, że ostatnio od czasu do czasu zaglądam na LinkedIn i nieraz zdarza mi się nawet śledzić niektóre wpisy.

Robię to niezbyt często, bo przeważnie nie mam czasu, by zagłębiać się w różne, dość rozległe artykuły- wolę ten czas poświęcić na czytanie książek.

Jednak sporadycznie pojawiają się tam całkiem ciekawe posty pewnej kobiety, która nawiązuje właśnie do czytania. A to jest dla mnie (wiadomo) temat bardzo interesujący.

Piszę o tym dlatego, że pewnego razu zadała ona pytanie czy wolisz czytać książki o samorozwoju czy może wolisz ten czas poświęcić np. na oglądanie seriali na Netflixie.

I co ja na to odpowiem?

Znacie mnie już dosyć dobrze i wiecie o mojej ogromnej miłości do książek (szczególnie tych dotyczących samorozwoju). Jednak nie wiem czy zdajecie sobie sprawę również, że codziennie spędzam także minimum dwadzieścia minut na oglądaniu różnych treści na Netflixie.

Dlaczego właśnie dwadzieścia minut?

Ponieważ tyle dokładnie trwa mój poranny trening na orbitreku, a trakcie którego oglądam (w odcinkach) filmy, seriale, programy dokumentalne- takie oto przyjemne z pożytecznym.

Mój dzień jest skrzętnie zaplanowany- nie brak w nim ani czasu na lekturę, ani czasu na  Netflixa.

I wiecie co?

Nie sądzę, aby było coś złego w tym jeśli ktoś zamiast ksiąg o samorozwoju wybiera program dokumentalny, film lub serial na wyżej wymienionym portalu. Przecież takie oglądanie również może nas wzbogacać.

Komedia nas odpręża, wprowadza do naszego, czasem trudnego życia, odrobinę radości i pozwala zapomnieć o tym, co aktualnie niełatwe.

Programy dokumentalne- wiadomo- wzbogacają naszą wiedzę na tematy, które nas szczególne interesują.

A seriale?

Dobre seriale pozwalają nie tylko wspaniale się rozerwać,  ale czasem także traktują o poważnych problemach tak jak np. „Czarne lustro”, „Atypowy” czy w końcu „Spinning Out” opowiadający nie o czym innym jak o ChAD (Chorobie Afektywnej Dwubiegunowej).

To tyko TWÓJ WYBÓR co chcesz czytać, co chcesz oglądać- czy chcesz się odmóżdżyć i przeczytać fajną beletrystykę czy książkę o samorozwoju, a może spędzić czterdzieści minut na oglądaniu serialu, który nic specjalnego nie wniesie do Twojego życia, ale za to rozśmieszy Cię do łez, bo tego akurat potrzebujesz na daną chwilę najbardziej.

Na pewno nie ma sensu się spinać i czytać lub oglądać tego, co INNI po to tylko, by zabłysną w towarzystwie- zrobić dobre wrażenie podczas konwersacji z przyjaciółmi.

Jeszcze raz powtórzę „je m’en fou”- i wam też takie podejście polecam.

Skoro pojawia się ono w trzecim już tekście z rzędu- doskonale wiecie co ono znaczy.

To tylko TWÓJ WYBÓR, a Pani, która zadała pytanie na LinkedIn z pewnością zrobiła nie koniecznie po to, by usłyszeć prawdę.

Wielu ludzi bowiem, moim zdaniem- całkiem niepotrzebnie, sili się na to, by czytać „mądre księgi”, których znaczenia często nawet nie rozumieją.

Lubią?

Ich sprawa!!!

Moim zdaniem- strata czasu!!! Już lepiej włączyć raczej właśnie serial na Netflixie i nie zgrywać inteligenta.

Ja nie muszę udawać.

Nie silę też się na fałszywą skromność- jestem mądra i już.

Ta mądrość nie przychodzi sama- to moja codzienna praca i zaangażowanie. To czas, który poświęcam na to , by wzrastać. Ale to nie znaczy wcale, że żyję tylko nauką.

Jest czas na zabawę, odpoczynek, wzrastanie  …. i oglądanie Netflixa.

A Ty co sądzisz na ten temat?

Wolisz książki czy seriale?

A może jedno i drugie?

Co sprawia, że czujesz się szczęśliwa?

Napisz w komentarzu jaki Ty masz stosunek do codziennych przyjemności.

Życzę Ci dzisiaj udanego dnia. Nie ważne czy spędzonego przed ekranem czy z książką w ręku.

Przyjemności.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD.

Fot.: Kalila Kal

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x