Poczułam dzisiaj jak ważne w życiu jest to, by móc spotkać LUDZI.

Niech już i nawet sobie będą ci w internecie, a co tam, ale zawsze ludzie!!!

Ale nie tylko to jest istotne.

Oddech- pełną piersią na mroźnym powietrzu- taki, który pozwala mózgowi znów wskoczyć na właściwy tor.

Nie oszukujmy się – siedzimy wszyscy w tych domach…..

Dzieciaki – te młodsze mają ten przywilej, że chodzą do szkoły.

Ze starszymi już gorzej- przykute do komputerów prawie nie widzą bożego świata.

A my?

Praca zdalna?

Oj… zabrakło mi ostatnio czasu i sposobności ku temu, by kultywować moje poobiednie spacery..

I wiecie co?

Poczułam skutki tego niewychodzenia z chaty bardzo dotkliwie.

Połączyły się one z tęsknotą za prawdziwym człowiekiem i stworzyły wybuchową mieszankę emocji, których sama nie potrafiłam nazwać.

Owładnęło mną takie dziwnie poczucie ni to lenistwa, ni to bezsensu wszystkiego za co bym się nie zabrała…

Po prostu zabrakło mi energii….

Ale na szczęście niedługo trwał ten dziwny stan.

Uratowało mnie spotkanie!

To było spotkanie online , ale i tak pomogło.

I właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę z czegoś zupełnie niezwykłego.

Mianowicie mam tak zaplanowany dzień, że przeważnie o godzinie 9:00 rozmawiam z kimś przez telefon- to są ważne rozmowy- wywiady , konsultacje, moje bardzo istotne kwestie osobiste, które nie trwają pięciu minut- w zależności od potrzeby.

Tak.

Każdego dnia o 9:00 prowadzę z kimś ponad półgodzinną rozmowę bynajmniej nie o pogodzie.

I właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie, że te rozmowy dają mi Powera, bo przeważnie wnoszą wiele dobrego do mojego życia.

NIESAMOWITE!!!

Gdybym nie usiadła i nie zaczęła pisać tego tekstu nie byłabym zupełnie tego świadoma.

Ja potrzebuję do życia ludzi!!!!

(Ale to już wiem od zawsze.)

A za tymi z krwi i kości tęsknię już najbardziej.

W myślach przywołuję ulubioną kawiarenkę i w wyobraźni zamawiam ciacho i białą herbatę, albo niech już nawet będzie ta kawa, a co mi tam!!!

Ja już chcę do ludzi!!!

Widzieć, słyszeć, dotknąć- po prostu z nimi być.

Uwielbiam ten śnieg za oknem, bo lubię każdą pogodę jednak….

Znów uaktywnia mi się wyobraźnia i już leżę w ogrodzie na leżaku z książką w ręku a na twarzy co?

Tak, dobrze!!!

PROMIENIE SŁONECZNE.

Kiedy to wszystko się skończy?

Niestety ja też już powoli wysiadam ha ha ha

Nie żebym marudziła, albo narzekała.

Nie. Po prostu stwierdzam fakt.

Mam już dość i tyle.

Dość siedzenia w chacie, dość alienacji, dość tłumaczenia dzieciom dlaczego nie mogą odwiedzać przyjaciół.

Wystarczy mi już kreacji, których nie ma gdzie zaprezentować i wiecznego siedzenia na wsi.

Nic na to nie poradzę, że jako kobieta mam w sobie tę potrzebę, by „się pokazać”.

A komu tu się pokazać, gdy ulice puste?

Otworzyli galerie?

I co z tego?

Nawet jak się okupisz w ciuchy, to gdzie w tym pójdziesz?

Ja mam w nawyku ubierać się „ładnie” (czytaj nie wskakiwać w dres z racji tego, że pracuję z domu) codziennie, ale i tak mi żal …..

Nie zdziwi chyba to nikogo, gdy napiszę, że sprawia mi przyjemność dbanie o siebie i o swój wizerunek.

Nie mniej jednak żal d…   ups serce ściska, gdy pomyślę, że nie można się odpier…lić i z przyjaciółką pójść na miasto trochę się polansować.

Próżność?

Może….

Tak, jak już wspomniałam tęsknie….

Za ludźmi, za kawiarniami, za tym, aby znów żyć pełnią życia.

I chociaż korzystam z czego mogę , tak jak mogę, to na dnie serca pozostaje żal.

A Wy?

Jak się czujecie?

Dajecie radę?

Wierzycie w bliski koniec tego całego nieporozumienia?

COVID-19 Was nie zwyciężył, czy może podobnie do mnie macie już dosyć?

Piszcie w komentarzach jakie są wasze odczucia w tej kwestii,

Życzę dużo cierpliwości, bo przecież „wiosna” kiedyś w końcu musi przyjść.

Wszystkiego dobrego.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Ulrich B