Okazuje się Moi Mili, że właśnie niekoniecznie „spoko, loko, luz i (s)ponton”

– jestem perfekcjonistką leciutko podszytą wiatrem.

I jeśli nawet komuś może się wydawać, że to, co tworzę, to artystyczny bałagan, to jest w błędzie.

Wszelkie moje działania są skrupulatnie zaplanowane. Kierują się logiką- może pokrętną, ale zawsze!!!!

I tak, zorganizowałam wczoraj „Dzień francuski” dla dzieci z grupy mojego syna w przedszkolu.

Plan spotkania zmieniał się oczywiście na bieżąco, bo konieczne było dostosowanie go do aktualnych potrzeb i poziomu uwagi maluchów. Moim zdaniem wyszło całkiem nieźle. No dobra- jestem bardzo zadowolona i z siebie i z dzieciaków. Czterdzieści pięć minut wiedzy, piosenek, zabawy po polsku i po francusku i niesamowite reakcje dzieci oraz zaskakujące informacje, jakie od nich uzyskałam.

Czy spodziewalibyście się bowiem, że sześcioletni chłopiec wymieni wszystkich sąsiadów Francji i dodatkowo powie jeszcze, że Niemcy kojarzą mu się z Bramą Brandenburską (A co to jest Brama Brandenburska? NO WŁASNIE!!!) A ten mały skubaniec wiedział!!!

Zaskakujące, wspaniałe, spontaniczne reakcje- cała bagietka i pół camemberta zdżarte. Cudem udało mi się uratować wino!

Każdy dostał ode mnie jeszcze prezent- pamiątkę- własnej roboty- hande made by me- kolorowankę z zabytkami Paryża.

Dla mnie to spotkanie było potwierdzeniem mojej życiowej decyzji o tym, że nigdy nie będę uczyć w szkole!!! Dlaczego? Dlatego właśnie, że jako osoba , która na poważnie bierze swoją misję, przygotowanie czterdziestopięciominutowych zajęć zajmuje mi ok trzech godzin i angażuje niesamowite nakłady finansowe, nawet jeśli są one minimalne z możliwych.

Nic na to nie poradzę, że jestem właśnie perfekcjonistką!

I tak to wczorajsze spotkanie nie było jedynym skrupulatnym działaniem, jakiego się podjęłam.

Wierzcie mi, ze mózg mi parował.

Nie mogę wam zdradzić co i jak, bo to jeszcze nie pora na ujawnianie szczegółów, ale możecie sobie wyobrazić, że do dwóch bardzo ważnych spotkań, które  mam dzisiaj przygotowałam się najlepiej, jak tylko potrafiłam.

Może takie podejście jest dobre, może nie.

Czasem jest miejsce na spontaniczność. Częściej jednak życie wymaga od nas konkretnej wiedzy i umiejętności , a potem można na tym improwizować. „Kontrolowany (s)ponton”- to chyba najlepsze wyjście ze wszystkich możliwych.

Tylko w momencie , gdy masz ku temu porządne podstawy, możesz pozwolić sobie na to, by „zagrać” tak, jak chcesz. Bez wiedzy i kompetencji – utoniesz!!!

Dlatego właśnie ja przed każdym ważnym „występem”, spotkaniem, przemową podejmuję maksymalny wysiłek ku temu, aby dany temat, problem czy zagadnienie zgłębić jak najbardziej.

Nie lubię ściemnieć- wiesz już o tym bardzo dobrze.

„Lepiej milczeć i stwarzać pozory idioty, niż się odezwać i rozwiać wszystkie domysły.”

Kiedy nie jestem pewna swojej wiedzy- po prostu milczę.

A generalnie mówię WIELE!!!

Jest tak, bo wiem też wiele.

Są jednak takie tematy, na które się nie wypowiadam, lub, aby móc się na nie wypowiadać musze się uprzednio DOBRZE przygotować- nie chcę dostać łatki „idioty”.

Obie wiemy, że jest JEDEN temat, o którym mogłabym pisać i mówić bardzo WIELE.

Jest nim ChAD – Choroba Afektywna Dwubiegunowa.

Znam teorię związaną z tym schorzeniem i doskonale orientuję się we wszelkich doświadczeniach osoby chorej, ponieważ sama jestem zdiagnozowana od 16 lat.

Prowadzę konsultacje bezpośrednie, telefoniczne i przez ineternet.

Aby móc odpowiedzieć na Twoją konkretną, indywidualną potrzebę i problem cały czas czytam, dowiaduję się i sprawdzam informacje, jakie pojawiają się w dziedzinie psychiatrii, psychologii i nauk społecznych.

Rozmawiam też dużo z kobietami takimi jak Ty. Wspaniałymi, wrażliwymi, pełnymi pomysłów, walecznymi kobietami, które tak , jak Ty usłyszały diagnozę – ChAD.

To one opowiadają mi o swoich doświadczeniach, z których również czerpię.

Cała moja wiedza, całe moje doświadczenie, oraz to wszystko, co „dostaję” od tych niesamowitych babek również chorych na ChAD, pozwalają mi pomóc Tobie zrozumieć czym jest Choroba Afektywna Dwubiegunowa, poznać ją i oswoić tak, by z czasem dojrzeć do akceptacji diagnozy i faktu, że już do KOŃCA ŻYCIA będziesz musiała przyjmować LEKI.

Wierz mi, że nie ma tu miejsca na żadne „Spoko, loko, luz i (s)ponton.” Moje dziłania są przemyślane i odpowiednio dobrane do konkretnego przypadku. A to, co najważniejsze, to, to, że jestem PRAKTYKIEM.

Też się śliniłam od Depakiny, leżałam w pasach przypięta do łózka, potwornie tęskniłam za rodziną w szpitalu, naoglądałam się tam wiele, spaliłam tysiące fajek i wypiłam hektolitry kawy…..

Co jeszcze?

Mam wiele do powiedzenia.

To, co jest jeszcze bardzo istotne, to fakt, że podchodzę do procesu „wyzdrowienia” holistycznie.

Nie pracuję tylko i wyłącznie z Tobą, ale również, a może przede wszystkim, z Twoimi najbliższymi, bo to ich rola jest kluczowa w tym, byś dobrze i bezpiecznie czuła się po wyjściu ze szpitala lub po usłyszeniu diagnozy.

Takie jest moje stanowisko, taka jest pomoc , jaką Ci oferuję.

WAŻNE: Konsultacje do końca października odbywały się bezpłatnie- teraz udzielam pomocy odpłatnie. Szczegółów udzielam osobiście.

Zapraszam Cię bardzo serdecznie do kontaktu ze mną, jeśli masz taki problem, jeśli czujesz taką potrzebę- JESTEM TU DLA CIEBIE.

Spoko, loko, luz i (s)ponton- chętnie się z Tobą pośmieję, pogadam o bzdurach, może nawet poryczymy razem, ale przede wszystkim chcę Ci pomóc.

Pamiętaj o tym.

Extra piątku.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Emilia Staszków

Makijaż.: Anna Szlązak Studio Wizażu i Pielęgnacji