„Mam dziwną pewność, że potencjał, który czuję w sobie, odciśnie ślad- że moje życie będzie fontanną, z której inni będą pić.”- brzmiało zdanie wypowiedziane kilkadziesiąt lat temu przez Simon de Bouvoir.

I choć, gdy ta nietuzinkowa pisarka w roku 1986 umarła, ja miałam zaledwie cztery lata i nie zdawałam sobie zupełnie sprawy, kim ona jest, dziś jej słowa są mi bardzo bliskie.

I choć nie jestem (jeszcze) słynną pisarką, to głęboko w sobie czuję właśnie tę moc. Siłę, ku temu, by czynić rzeczy wielkie. Być może nigdy tak się nie stanie, jednak zawsze miałam takie poczucie, że moje życie jest bardzo ważne, że ja jestem ważna.

Wiedziałam, że każdy rozdział mojej historii jest „po coś”.

Zdaję sobie też sprawę z innej, bardzo istotnej kwestii- z tego mianowicie, że nikt „Cię nie odkryje”.

„Siedź w kącie – znajdą Cię” – BZDURA!!!!

Niestety w dzisiejszych czasach trzeba mieć „parcie na szkło”. Nie wystarczy po cichutku mówić ludziom, że jest się dobrym „w tym i w tym” i oferować im swoją pomoc tudzież usługi.

Nie! Dziś trzeba walczyć o siebie.

Być czujnym. Z rozmysłem planować wszelkie swoje działania.

I tak moim celem jest dotrzeć do jak największej ilości ludzi chorych na ChAD, ich bliskich lub po prostu edukować wszystkich tych, którzy o Chorobie Afektywnej Dwubiegunowej chcą się dowiedzieć jak najwięcej.

Po co?

Po to, by na swoim przykładzie pokazać, że właśnie Twoje życie również jest ważne, że ono także ma znaczenie.

Udowodnić Ci, że diagnoza go nie niszczy.

Nie sprawia, że rozsypuje się ono w pył.

Wręcz przeciwnie- możesz wokół niej zbudować wspaniałą, piękną historię własnego życia- życia w równowadze pomiędzy dwoma biegunami.

Swoją działalność kieruję do kobiet.

Kobiety znam, kobiety lubię, kobietom ufam, kobiety rozumiem.

Wtłoczono nas Drogie Panie w role matek, bo taką role obserwowałyśmy – kobiety, która zajmowała się domem. Natomiast mężczyzna „wychodził w świat” – spełniać swoje ambicje.

Nasze matki czytały nam bajki o tym jak to piękne, aczkolwiek słabe, księżniczki nie pokonują smoka, tylko zyskują wolność po złożeniu pocałunku na ustach, przystojnego oczywiście, rycerza.

Od dziecka słyszałyśmy, że mamy być pokorne, ładne i miłe zamiast odważne i silne.

To my dziś wykonujemy prace domowe, które są dla nas nierzadko monotonne i ogłupiające.

Wielokrotnie pisałam o tym, że doceniam rutynę, bo wierze w to, że daje ona poczucie bezpieczeństwa i nadaje życiu równowagę. Jednak powoli zaczynam już rzygać tymi syzyfowymi pracami i o tym też już doskonale wiecie.

Podobnie jak Simone marzę  o tym, by pisać, poznawać świat, a nawet….go zmieniać.

Nadszedł taki czas w moim życiu, że boleśnie dochodzi do mnie świadomość, że życie jest tylko jedno i należy je przeżyć jak najlepiej.

Doskonale wiem o tym, że jestem zdolna do wyborów. Posiadam ambicje i umiem je realizować. Jednak czasem ambicje trzeba po prostu schować do kieszeni, albo może zastanowić się nad tym czy faktycznie trzeba to zrobić.

Która z postaw ma wygrać?

Czy ta ambitna, pewna siebie i niezależna czy ta, która ponad wszystko stawia dobro rodziny?

Bo wiadomo, że ta, która realizuje się poza domem zaraz słyszy, że zawodzi jako kobieta, żona i matka.

Ja czuję dziś nienasycony apetyt na życie.

Jak pięknie mówiła Simone „Jadłabym kwitnące migdały i chrupała landrynki zachodów słońca”.

Ale wybór pozostaje wyborem……

Co zrobić?

Dwa bieguny.

Na jednym ja- umysł, ambicja, ciągły rozwój.

Na drugim też ja- dzieci, rodzina, spokój.

Czy da się to wszystko pogodzić?

Znaleźć złoty środek?

Czas pokaże.

Życzę wam Drogie Panie trafnych wyborów, które napiszą wspaniała historię waszego życia.

Moja już jest niecodzienna, pasjonująca i mimo kilku mrożących krew w żyłach epizodów, całkiem przyjemna w odbiorze.

Wszystkiego, co najlepsze.

Julka Malecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Emilia Staszków

Makijaż: Anna Szlązak Studio Wizażu i Pielęgnacji