To jest kategoria, w której piszę o swoich dzieciach, a raczej o tym, o czym one by chciały, żebym napisała.

Dzisiaj jednak do mojej głowy i mojego serca przyszło wspomnienie związane również z macierzyństwem, ale nie moim. Z macierzyństwem, które jak najbardziej mnie dotyczy, bo chodzi o uczucia, jakimi obdarzała mnie i moje siostry moja mama. A właściwie o to, jak traktowała mnie i moją starszą siostrę.

Pisałam już o tym, że inaczej kocham moich synów. Może tak jest, bo moja mama inną miłością kochała całą nasza trójkę, z czego dokładnie zdawałyśmy sobie sprawę.

Malutka- zawsze „była malutka”.

Najstarsza- musiała nosić brzemię odpowiedzialności najstarszej w rodzinie w bardzo trudnych warunkach, gdzie ojciec nie wyrabiał, bo był uzależniony od alkoholu delikatnie mówiąc, a mama bardzo chora.

A ja- no cóż – byłam kochana najbardziej- taki jest fakt na całe moje szczęście.

Niestety starsza siostra zdawała sobie z tego sprawę.

Tu nie chodziło o to, że mama mnie bardziej kochała. Ona po prostu – tak jaki i ja swoje dzieci- mnie kochała inaczej- bardzo szczególnie, ponieważ byłam do niej bardzo podobna charakterem. Potrafiła czytać w moich myślach. A ja zawsze wiedziałam jak stanąć na wysokości zadania i sprawić, by była ze mnie dumna lub zadowolona.

Razem  w każdą sobotę chodziłyśmy na targ po zakupy. Mama już wtedy – ja nie miałam jeszcze trzynastu lat- była bardzo chora i nie mogła nosić- więc ja na plecach tośtałam wielki plecak na stelażu, do którego ładowałyśmy wszystkie warzywa i owoce. Sytuacja się trochę komplikowała jak mama coś upolowała „u Rusków” lub , gdy akurat była np.: wielka wyprzedaż książek- wtedy po prostu wzywała karatekę, pod pozorem, że bardzo źle się czuje- i w ten sposób miałyśmy darmową podwózkę do domu!!!

Także zaradność życiową odziedziczyłam z pewnością po niej ha ha ah a.

Bez wątpienia bardzo kochałam swoją mamę i …… szczerze nienawidziłam starszej siostry (szanowałam ją , podziwiałam, była dla mnie wzorem, ale było między nami coś……. no ona mi zazdrościła tej szczególnej nici porozumienia, jaką miałam z mamą , a ja byłam tego świadoma i mi to nie przeszkadzało wcale).

Pamiętam takie akcje z dzieciństwa- dzisiaj się z nich śmieję, wtedy nie były wcale zabawne, jak np.: rzucałyśmy się gorącymi pyrami, albo ja w napadzie szału, z furią kopałam i trzaskałam rękoma w drzwi jej pokoju, bo akurat zrobiła coś takiego, że przez mnie moje mama płakała, a to było nie przez mnie, tylko właśnie przez moją starszą siostrę.

Moja strasza siostra potrafiła być wyrachowana i okrutna (chyba sobie nie zdawała z tego sprawy tak do końca, ale dzieci po prostu takie są). Kiedyś opiekowała się mną i chodziłyśmy po kolanach. Ona chodziła po trawie, a mi kazał chodzić po krzakach, gdzie leżały rozbite butelki. Oczywiście skończyło się tak, że ze szkłem w kolanie wylądowałam w domu na ostrym sygnale niesiona przez jej wszystkie koleżanki do chaty. Jej się dostało, ja byłam „hospitalizowana” w domu.

Uwielbiałam za nią wołać :”mamo” , bo wiedziałam, że w ten sposób robię jej wstyd  przed wszystkimi znajomymi- byłam od niej o 7 lat młodsza więc , gdy miała 18 lat a ja 11 to takie numery strasznie ją wkurzały.

Kiedy byłam nieco mniejsza wyrzuciła mnie z wanny prosto na płytki. Tak mnie łeb mrowił…. Ale przeżyłam, jak widać mózg funkcjonuje normalnie (nie licząc lekkiej choroby psychicznej ha ha ha ).

Jeszcze wiele tych historii z dzieciństwa związanych z niesanskami między mną a moją starsza siostrą mogłabym opowiedzieć, lecz najważniejsze jednak jest to, że siostra jeszcze bardzo, bardzo długo nienawidzić mnie nie przestała.

I pewnie dzisiaj , gdy czyta ten tekst wątpi i zaprzecza, ale to jest moja historia, ja tak to czuję i mam prawo opowiadać ją z mojej perspektywy.

Moja siostra jednak stała się dla mnie w późniejszym czasie, wraz ze swoim mężem, jedyną ostoję. To dzięki niej miałam gdzie wracać i na kogo liczyć. Nie stałam się ćpunką, bezdomną, dziwką, nie stoczyłam się. Dzięki niej i szwagrowi ocalałam. To oni stworzyli mi dom i ratowali za każdym razem, gdy działy się ze mną rzeczy niedobre- gdy świrowałam na całego- podczas kolejnych epizodów maniakalnych.

I tak po pewnym czasie pogodziłyśmy się.

Ja dojrzałam, ona nagle zrozumiała- że tak naprawdę oprócz siebie , drugiej siostry i  naszych dzieci, nie mamy na tym świecie zbyt dużo bliskich ludzi i czas najwyższy się wzajemnie pokochać.

Ja zdałam sobie sprawę z tego , jak bardzo denerwowała się o mnie , gdy nieobliczalna krążyłam gdzieś po Polsce niebędąc świadoma zupełnie tego, co robię.

Dziś jestem jej wdzięczna i wiem, że gdyby cokolwiek stało się jej lub mojemu szwagrowi, ja z taką samą odwagą i poświęceniem, jak ona kiedyś, zaopiekowałabym się każdym członkiem jej rodziny, tak jak oni kiedyś zaopiekowali się mną.

Taka jest historia moja i mojej siostry.

Z początku można by powiedzieć , że nierówno traktowane, wzajemnie walczące między sobą o miłość matki, potem niepotrafiące się pogodzić ze sobą i z trudną sytuacją, na końcu zrozumiałyśmy , że mamy tylko siebie i dzisiaj żyjemy tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim- kochamy się i szanujemy, bo nigdy nic nie wiadomo , jak to mówi moja starsza siostra kupując sobie setną torebkę „Nigdy nie wiesz czy Ci jutro cegła na łeb nie spanie.”.

No właśnie. :”Nigdy nie wiesz…”

Dlatego nawet jeśli dziś jesteś w niezbyt dobrych relacjach z bratem czy siostrą, to zastanów się, co byś jutro powiedział, jeśli miałbyś stanąć nad jego trumną- czy słowo „przepraszam” przeszło by Ci przez gardło?

Może  warto przeprosić już teraz?

No chyba, że wolisz jednak poczekać.

Wszystko w Twoich rękach.

Życzę Ci odwagi.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Foundry Co