Każda historia jest inna

INACZEJ 

PO DRUGIEJ STRONIE KRAT CZ.II

Na szczęście dla mnie, nie jestem zupełnym introwertykiem i mam bogatą historię kontaktów z innymi ludźmi.

Zaczynając od licznych pobytów w sanatoriach i szpitalach, przez harcerstwo, PTTK,  sport, nie wspominając o życiu zawodowym i szkolnym. Bardzo to ułatwiło mi adaptacje w nowych warunkach.

Druga refleksja ,która mi się nasunęła, to ogromna ruchliwość wszystkich, pacjentów i personelu.

W pamięci miałem obraz szpitali, w których schorowani pacjenci ledwo się snują lub cały czas leżą ubrani w piżamy i szlafroki, a tu jak na deptaku w Ciechocinku. Zachęcani dodatkowo przez personel.

Dla mnie leżącemu na korytarzu nie było to korzystne ,ale dzięki temu szybko poznałem większość.

Na korytarzu po ogłoszeniu ciszy nocnej ruch tylko nieznacznie się zmniejszył. Była grupa cierpiąca na bezsenność i potrafiąca spacerować do rana.

Z początku byłem zdziwiony, że nikt nie reaguje, później zrozumiałem, że było to słuszne i racjonalne.

Leki na bezsenność mógł otrzymać każdy jeżeli zgłosił taką potrzebę. Różniło się to od szpitali które znalem ,w których stanowczo, a często niezbyt grzecznie personel nakazywał, by przynajmniej zniknąć z korytarzy. Światło w pokojach było gaszone ale duże okna w dziwach wpuszczały wystarczająco dużo światła by móc czytać.

Kolejna rzecz ,która różniła Instytut od szpitali które znalem i która mnie zaskoczyła ,to były posiłki, a w zasadzie forma ich podawania. Na oddziale była stołówka, pełniąca też funkcje świetlicy i sali telewizyjnej, przed którą w porze posiłków ustawiała się długa kolejka pacjentów. Przywilej otrzymania posiłku w pokoju dotyczył tylko osób nie mogących się poruszać, czyli około 1%.

W moim przypadku, po skończonym karmieniu kroplówkami, nikomu nie przyszło na myśl, oprócz mnie, żebym mógł skorzystać z tego przywileju. Na początku nie bylem tym specjalnie zachwycony, gdyż bylem bardzo słaby, ale patrząc z perspektywy muszę przyznać im racje, gdyż zmusiło to mnie do mobilizacji, bez wątpienia miało to wpływ na proces zdrowienia.

Drzwi oddziału były zawsze zamknięte i tylko upoważnieni mogli na teren Instytutu, gdzie były sklepy, bufety, bankomaty itp.

Wokół budynków były tery zielone, a nawet boiska sportowe, sprzęt można było otrzymać bez problemu. Upoważnieni byli zachęcani do opuszczania oddziału i spacerów.

Nie należy z tego wnosić, iż panowały warunki więzienne, nie kraty tworzą więzienia jak pisze poeta. Ograniczenia były spowodowane dobrem pacjentów, nie wszystkim się to podobało i czasem na tym tle dochodziło do konfliktów.

Decyzje o prawie opuszczenia oddziału podejmowała Pani Ordynator, która też była moim lekarzem. Prawo do opuszczenia oddziału uzyskałem po upływie 6 tygodni.

Długość pobytu w Instytucie to kolejna różnica miedzy nim a zwykłym szpitalem. Minimalny okres pobytu to co najmniej 2 tygodnie. Procesy psychiczne są bardziej skomplikowane niż najbardziej skomplikowane załamanie. Umiejętność przystosowania się do otoczenia jest bardzo ważna. Kto nie posiada tej cechy ,przechodzi to bardzo ciężko. Pracownicy Instytutu zdają sobie z tego sprawę i starają się, by nie panowała nuda, która w zamkniętych grupach może rodzic dodatkowa frustracje lub agresję ludzi i tak  dotkniętych przez los. O tym i o personelu CDN.

Tomasz Dejdo

Fot.: photosforyou

 

PO DRUGIEJ STRONIE KRAT CZ.II