Pewna niesamowita kobieta, z którą miałam przyjemność rozmawiać jakiś czas temu zapytała mnie w jakim stopniu moje teksty mają funkcję oczyszczającą?

W jakim?

OGROMNYM!!!

Kiedy rozmawiam z moim psychiatrą żartujemy sobie, że ten mój blog, to taki mój „pamiętniczek”., który w jakiś sposób służy mi za terapię.

I faktycznie trochę tak jest.

Co ciekawe często mnie dziwi, gdy zaczynam coś opowiadać komuś o swoim życiu, a on już mnie uprzedza, że przecież on to już wszystko wie….

No skąd?

Właśnie stąd!!!

I odwrotnie.

Niezmiernie mnie zaskakuje, gdy ktoś pyta mnie kim jestem, czym się zajmuję itd.

Wtedy po prostu zamiast opowiadać mu o sobie podsyłam mu link do zakładki „O MNIE”- tak jest szybciej i wygodniej. 

Jest też inna, dość istotna zaleta takiego stanu rzeczy- kiedy spotykam kogoś na ulicy, kogoś kto jest w miarę na bieżąco z tym, co opisuję, natychmiast omijamy pierwszą fazę rozmowy dotyczącą „tadadi datada”- „Jak się masz?”, „Co u Ciebie”. Ludzie niemal momentalnie otwierają się przede mną. Mam wrażenie, iż fakt, że wiedzą tyle o mnie pozwala im płynnie i bezpośrednio przejść do blasków i cieni swojego życia. I to jest MEGA. Bardzo cenię to, że mają do mnie zaufanie i potrafią rozmawiać ze mną o sprawach tak dla nich osobistych i ważnych.

Ale wracając do osoby, która zadała mi pytanie zawarte na początku tekstu.

Oprócz niego zapytała również czy może mi w czymś pomóc – to mnie niezmiernie zdziwiło.

Nikt już od dawna nie oferował mi swojej pomocy.

To było bardzo naturalne i szczere.

Nikt nie pyta mnie czy czegoś potrzebuję, bo sama doskonale potrafię zadbać o to, czego mi trzeba- umiem prosić o wsparcie innych ludzi i to robię.

Ale takie sytuacje, kiedy kto inny pyta mnie wprost czy może mi w czymś, jakoś pomóc bardzo rzadko mi się zdarzają. To było niesamowicie wzruszające i pokrzepiające.

Dające wiarę w ludzi i sprawiające, że moje skrzydła rozrastały się jeszcze bardziej.

Ale nie tylko to sprawiło tego dnia, że poczułam się wspaniale.

Odebrałam również niespodziewany telefon.

Pewna Pani zadzwoniła do mnie i zapytała o to, jak się czuję, czy jestem zdrowa i czy wszystko u mnie w porządku.

Wspomniała to, że ostatnio w trakcie kwarantanny to ja zatelefonowałam do niej ze słowami pokrzepienia więc teraz ona odwdzięcza się tym samym. Dodała jeszcze, że czyta mój blog i pomaga jej on motywując i pokazując, że można sobie w życiu radzić mimo różnych sytuacji.

Boże jakie to było miłe!!!

Jeden dzień a tyle pozytywnych akcentów.

Dodam tylko, że tego dnia poranek wcale nie należał do najmilszych, ale tuż po porannym rozruchu rozpoczęły się te telefony i nie sposób było nie zmienić nastawienia.

I ostania – trzecia rzecz, którą chciałam się z Wami podzielić pisząc ten „mój pamiętniczek” to przekraczanie własnych granic- wychodzenie a własnej strefy konfortu.

Kwarantanna zmusza nas do podejmowania różnych odważnych kroków.

Moje osiągnięcia z wiosennego trudnego czasu to ogromny rozwój, na który postawiłam połykając książki na morgi (w końcu przełamałam się do tego, by zamawiać je przez internet) oraz nauczyłam się zdobywać doświadczenie.

Co to znaczy?

Jest to równoznaczne  z faktem, iż moja życiowa dewiza z „Lepiej grzeszyć i żałować, niż żałować, że się nigdy nie grzeszyło.” Zmieniła się na „Nie umiem? Nauczę się!!!” i w myśl tego motta (czasem posrana ze strachu w gacie) postępuję.

Podejmuję wyzwanie i idę przed siebie.

W ten sposób właśnie zdobywam doświadczenie.

I choć naprawdę na początku strach jest ogromny, to satysfakcja na końcu jest niesamowita.

Tyle właśnie chciałam Wam dzisiaj powiedzieć :WDZIĘCZNOŚĆ za bezinteresowną pomoc, WZRUSZENIE związane z zainteresowanie moim zdrowiem i dobrobytem oraz DUMA z samej siebie.

Życzę Wam dnia pełnego WDZIĘCZNOŚCI, WZRUSZENIE I DUMY z samych siebie.

Jeśli macie ochotę, to możecie napisać za co jesteście WDZIĘCZNI, co Was WZRUSZA  i z czego jesteście DUMNI.

Chętnie się dowiem jaka jest wasza perspektywa

Wszystkiego dobrego.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Monfocus