W wielkich bólach i mozole rodzi się ten tekst……

Napisałam już cztery inne, ale żaden z nich mi nie pasuje.

Dlaczego?

Bo po ponad tygodniu siedzenia z dziećmi w domu mózg mi się wyjałowił.

Nie byłam na żadnym spacerze, nie uczestniczyłam w żadnym spotkaniu, ok trochę sobie poczytałam, ale nie będę przecież książek naukowych streszczać, bo nie o to chodzi.

No to o czym będzie dzisiejszy tekst?

No kurwa nie wiem właśnie!!!

Ha ha ha ha

Mogę czasem nie wiedzieć?

Godzicie się na to, żebym od czasu do czasu miała dzień słabości, bo moja muza mnie opuściła, natchnienie odpłynęło gdzieś w siną dal i siedzę tak naga, nagusieńka i nie za bardzo wiem co dalej.

365 dni już piszę (a nawet więcej)- generalnie – od początku publikowania tekstów, także poza blogiem- czy dajesz mi przyzwolenie na „mały kryzys”?

Czy mogę być tylko człowiekiem i po prostu nie mieć dzisiaj pomysłu na tekst?

Nie czarujmy się, to nie jest łatwe codziennie stworzyć bestseller, a nie ukrywam, że BARDZO bym tak chciała.

Marzy mi się, byś codziennie była zachwycona tym, co piszę. Żebyś każdego dnia komentowała, likowała i udostępniała.

Niestety życie jest życiem, a ja nie jestem postacią z bajki i właśnie dopadł mnie chyba mały kryzys twórczy- nie będę ściemnieć i pisać beznadziejnych tekstów nie wiadomo o czym- piszę jak jest- po prostu w mojej głowie i sercu pustka.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że jeden promień słońca, jeden powiew wiatru, jedno „Cześć jak się masz?” przywrócą mi siły witalne, ale ja tego nie uraczyłam od ponad dziesięciu dni, a dla mnie to zupełnie tak, jakbym przebywała w więzieniu.

Kiedy nie widuję się z ludźmi, kiedy nie mam możliwości spacerować- powoli umieram, a wraz z zanikającym pulsem zanika moja kreatywność, duszę się, oddech, którego nie mogę złapać ulatuje w powietrze i powoli zagasa ta iskra, którą w sobie noszę.

Ten malutki płomień, który przeważnie potrafię zamienić w ogień.

Dziś tli się jeszcze, ale już ostatkiem sił.

Czuję, że jeśli nie wyjdę z domu, nie zaczerpnę świeżego powietrza, nie spotkam Ciebie na mojej drodze, to się uduszę, uduszą się moje myśli, uduszą się moje słowa.

Jedynym ratunkiem dla mnie jest przechadzka po polu- bo tylko taka możliwość mam do wykorzystania.

Oswobodzić mnie może rozmowa z drugim człowiekiem. Jeśli nie chcesz, żeby moje słowa obumarły, żeby zwiędły moje myśli odezwij się do mnie. Potrzebuję Twojego „Jula jak jest?”.

Jeśli czytasz ten tekst- daj mi znać.

Nie przedłużam niepotrzebnie.

Życzę Ci, byś Ty była natchniona, by muza Cię nie opuszczała, byś oddychała pełną piersią i by w Twoim życiu nie zabrakło nigdy ludzi – dobrych ludzi.

Pięknego dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Gerd Altmann