Mój majowy, poranny sezon rowerowy uważam za otwarty.

Nie ma to jak wstać o 5:00 nad ranem lub nawet piętnaście minut wcześniej, szybko wbić się w sportowe ciuchy, na spokojnie wypić wodę z cytryną i kawę inkę i pomknąć na rowerze w świat….

No dobra może nie w świat- poniosło mnie trochę, ale chociaż przez łąki i pola do sąsiedniej wsi- też całkiem nieźle jak na polskie realia.

Uwielbiam to poczucie wolności i wrażenie jakbyś latała.

(Ja wiem jak to jest umieć latać, bo w dzieciństwie i wczesnej młodości bardzo często miewałam sny o tym, że potrafię latać. Były one tak realistyczne, że długo, długo, długo wierzyłam w to, że ja faktycznie taką zdolność opanowałam, a jazda na rowerze bardzo mocno mi to uczucie przypomina. Nawiasem mówiąc, a raczej pisząc, byłam również święcie przekonana o tym, że potrafię sterować pogodą- siedziałam na oknie i rozkazywałam wiatrowi i deszczowi a one mnie słuchały ha ha ha.)

Jazda na rowerze, podobnie jak kąpiele, sprawia, że w moim mózgu pojawiają się nowe obrazy, myśli i słowa, które potem pozwalają mi tworzyć teksty- czyli po prosty dają mi natchnienie do kolejnych wpisów.

Budząca się do kolejnego dnia przyroda wywołuje we mnie bardzo głębokie emocje, które sprawiają, że gdy siadam potem rano przy komputerze myśli same przelewają się na papier (wystukują na klawiaturze).

Przejażdżki na rowerze mnie inspirują, a poranne kąpiele utrwalają te natchnienia.

Wszystko więc się łączy w całość.

A dzisiaj, kiedy mknęłam szosą zastanowiło mnie wychodzące i zachodzące za chmury słońce.

Pomyślałam sobie o tym, że o wiele prostsza i przyjemniejsza jest jazda w porannych promieniach słonecznych.

To jest logiczne powiecie.

Jednak skojarzyło mi się to z przeciwnościami, które nas w życiu spotykają.

Bo przecież, gdy świeci słońce w naszym życiu, wszystko jest proste, idzie jak z płatka, los nam sprzyja, wtedy nie mamy żadnych trudności z tym, aby realizować sowoje marzenia, pragnienia oraz cele.

Co innego, gdy do naszej egzystencji wkradnie się smuga cienia.

Wtedy już się robi trudniej.

I co wtedy?

Czy zniechęcasz się?

Poddajesz łatwo?

Czy może tak jak ja- mimo tego, że nie możesz zmienić przerzutek w rowerze na lżejsze, bo wiesz, że łańcuch Ci z roweru spadnie, a wiatr się ruszył i wieje Ci prosto w ry… twrz, nie poddajesz się i pedałujesz dalej?

Ja tak robię.

I chociaż mam chęć dzwonić po męża, żeby przyjechał i zgarnął mnie z szosy,a myśl o rezygnacji jest bardzo silna i kusząca, znajduję w sobie jednak motywację, żeby skończyć to, co zaczęłam.

„Słomiany zapał”?- wiem co to jest- bo bardzo często towarzyszył mi on w życiu.

Ale nie uważam, żeby było to coś bardzo złego.

Zależy tylko w jakim przypadku.

Czasem nie kontynuujemy swoich czynności, bo „nie czujemy bluesa” – no i dobrze- rozpocząłeś kiedyś powiedzmy grę na gitarze- nie podobało Ci się , albo treningi piłki nożnej- poćwiczyłeś pół roku i doszedłeś do wniosku, że jednak zapisujesz się na basen.

Nie ma w tym nic złego- po prostu szukasz tego, co Ci odpowiada najbardziej.

Fajnie jest próbować nowych, innych rzeczy po to, aby odnaleźć tę, która odpowiada nam najbardziej.

Co innego jednak, gdy rozpoczynasz WSZYSTKO i NIC nie kończysz.

Ja również mam takie projekty, niedokończone pomysły, które albo czekają na lepszy moment, albo po prostu umarły śmiercią naturalną lub zostały wyparte przez GENIALNE cele, które okazały się ważniejsze.

Jednak, gdy w Twoim życiu wszystkie marzenia, kończą się fiaskiem w połowie wykonania lub nawet wcześniej, to chyba czas się zastanowić nad tym, co jest nie tak.

Być może dobrze jest pomyśleć o niewykorzystanych szansach.

Kiedy jechałam rowerem przez pola pomyślałam właśnie o tym, bo zobaczyłam rzepak.

Kilka dni wcześniej bardzo chciałam zrobić sobie zdjęcie w polu w rzepaku, a dziś miałam wrażenie, jakby przekwitł- ale chyba po prostu było tak zimno, że jeszcze kwiaty się nie otworzyły i właśnie w tym momencie do głowy przyszła mi refleksja o tym, że przecież tak bardzo chciałam….i…d…pa- nie zrobiłam tego.

Ja raczej realizuję swoje plany, pomysły i marzenia, jeśli mi na nich naprawdę zależy. Jeśli odpuszczam to nie czuję żalu, bo mam tyle nowych w głowie, że nie rozpaczam nad tymi, które czekają na lepsze dni.

Ale znam ludzi, którzy naprawdę potrafią wiele, mają świetne idee i wydawałoby się, że ich pomysły są skazane na sukces. Dlaczego więc się nie udaje?

Kluczem do wszystkiego jest konsekwencja, upór i wytrwałość.

Te cechy, które pozwalają Ci przetrwać jazdę na najwyższych przerzutkach w cieniu i pod wiatr.

A w Twoim życiu jak jest?

Znajdujesz w sobie motywację, by osiągnąć to, o czym marzysz?

Ile projektów porzuciłeś?

Ile zrealizowałeś?

Czy jesteś z siebie dumny?

Podziel się proszę tym z nami w komentarzach.

Dziękuję.

Życzę Ci konsekwencji i uporu oraz jak najwięcej wykorzystanych szans.

Dobrego dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Free-Photos