Niedziela wieczór, godzina 18:00, a ja tu dopiero wpis klecę.

I tak dobrze, że sobie w ogóle przypomniałam, bo, gdy usiadłam do pisania innego tekstu (o tym będzie później) uświadomiłam sobie nagle, że ja jeszcze (kurwa) tekst na blog napisać muszę!!!

No , ale dobra jestem już.

O czym będzie?

O prokrastynacji.

Trudne słowo wiem.

Ale z pewnością znacie je już doskonale, bo pojawiało się w ostatnich dwóch latach we wszystkich możliwych tekstach, webinarach, podkastach itd.

Cały czas myślałam, że mnie ten temat nie dotyczy.

A co to właściwie jest?

No to jakby ktoś nie wiedział, to powiem Wam, że to, co tak pięknie i obco brzmi- PROKRASTYNACJA- to po prostu odkładnie ważnych spraw na później.

Nie wiem czy jesteś zwolennikiem powiedzenia: ”Co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro, będziesz miał dwa dni wolnego.” czy raczej „Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj, będziesz miał dwa dni wolnego.”

Jeśli propagujesz pierwsze podejście, to dopadła Cię właśnie prokrastynacja- czyli odkładanie wszystkiego w nieskończoność.

Ja generalnie opowiadam się za tym drugim.

Ale…..

Trafiła kosa na kamień.

Publikuję od kilku miesięcy na tym blogu teksty na podstawie wywiadów z kobietami, które możecie znaleźć w zakładce „KREATYWNE”.

I tak się właśnie złożyło, że jedna z rozmów przerosła moje zdolności.

No niestety i tak się też zdarza.

Podchodziłam do niej jak pies do jeża.

Normalnie piszę teksty na raz i przeważnie od zraz.

Ten musiałam podzielić na dwa razy, a podejść do niego chyba miałam z tysiąc.

Każda wymówka była dobra byleby tylko nie pisać.

No, ale w końcu udało mi się.

Napisałam!!!!

Efekty będziecie mieli okazję zobaczyć już niebawem, ale nie powiem Wam jeszcze który to tekst.

Interesuje mnie bardziej jak Wy podchodzicie do swoich codziennych obowiązków?

Czy odkładacie je na „Świętego Wedy” czy robicie „od ręki”, to , co macie zaplanowane.

Ba… czy w ogóle planujecie?

Znacie tę zasadę, żeby zaczynać swoje działania od „połknięcia żaby”.

Dla mnie jest to oczywiste i tak zawsze (oprócz tego nieszczęsnego tekstu, który miałam do spisania) w ten sposób zaczynam swoje obowiązki.

Jakie Wy macie metody?

Ja wszystkie zadania , które przychodzą mi do głowy spisuję na kartce.

Mam już taką wprawę, że potrafię je sobie postopniować od razu pod względem pilności wykonania, ale kiedyś po prostu spisywałam wszystko, co przychodziło mi do głowy, a potem numerowałam w porządku, w którym powinnam je wykonać.

Też tak robicie?

Jak organizujecie swoją pracę?

A może w ogóle jej nie organizujecie.

Może działacie spontanicznie.

To też jest sposób jeśli ktoś ma odmienny niż mój charakter.

Każdy ma swoje sposoby – najważniejsze, by cel był zrealizowany.

Haaaa…. Tylko kiedy?

Mieścicie się w terminach?

Robicie wszystko na czas?

A może udaje Wam się wykonać wasze czynności przed czasem?

Przyznać się kto nie nadąża i się spóźnia?

Jak myślicie co jest przyczyną niewyróby?

Warto czasem zadać sobie takie pytania.

Może właśnie niedzielny wieczór jest dobrym czasem na takie rozmyślania.

Zamiast z drżeniem serca myśleć o poniedziałkowym poranku z odwagą sięgam po mój kalendarz. Patrzę, co mam zaplanowane w tym tygodniu, jak będzie wygadał mój czas wolny, a jak rysuje się moja perspektywa obowiązków zawodowych.

Teraz już wiem- jestem świadoma tego, co mnie czeka.

A jak mi „cegła spadnie na łeb”?

No to trudno- na to akurat nie będę przygotowana ha ha ha .

Dobrego dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Myriams-Fotos

4
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x