Kiedy jestem wykończona, a nie mogę sobie pozwolić na drzemkę, bo sterta naczyń czeka na mnie w kuchni i trzeba jeszcze obiad ugotować, to z odsieczą przychodzi mi…youtube lub spotfy. Zakładam słuchawki na uszy, do kieszeni fartucha (kocham fartuchy) wkładam telefon, rozkręcam głośnik na maxa i jadę z koksem!!! W taki właśnie sposób motywuję się do działania. I ten sposób jest dla mnie najlepszy, by stawić czoło zadaniom, które na pozór są dla mnie nie do wykonania, bo przy takim poziomie energii jaki mam przy starcie, to tylko się poryczeć i skapitulować. Ale zapał rodzi się bardzo szybko z każdym kolejnym wersem piosenki, z każda nutą, każdym dźwiękiem, który następuje po sobie. I już zaczynam śpiewać , i już zaczynam tańczyć – nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Obiad wyczarował się sam, a naczynia?

Zniknęły!!!

Muzyka nie tylko stymuluje mnie do działania, jest ona też moim najlepszym przyjacielem, gdy chcę się wyciszyć. Relaksacyjne utwory pomagają mi złapać oddech. Bardzo lubię kompozycje grane na pianinie – one uspakajają mnie najbardziej.

No nie wspomnę już o dyskotece- rzadko mi się zdarza, ale jeśli już, to jestem niekwestionowaną Królową Parkietu ha ah ah (Monia potwierdź proszę)- albo mi się tak przynajmniej wydaje i nie będę sama siebie wyprowadzać z tego domysłu.

„Moje serce to jest muzyk improwizujący, co nie z każdym lubi grać, żaden mu maestro nie potrafi rady dać.”

Od kiedy tak jest?

Od zawsze!!!

Odkąd tylko pamiętam darłam mordę w niebogłosy wyśpiewując rożne dźwięki- kiedy szłam do szkoły wiecznie coś śpiewałam pod nosem. Żywiłam się bardzo nadzieją, że ktoś mnie usłyszy i odkryje mój wspaniały talent ha ha ha (Wtedy nie było jeszcze programów typu :”Mam talent” albo „Voice of Poland.” więc nie miałam szansy zabłysnąć za młodu.) Kiedy mieliśmy spotkanie z doradcą zawodowym w podstawówce, moimi marzeniami na przyszłość było pracować w biurze i wykorzystywać język francuski (spełniło się), albo zostać piosenkarką (jeszcze trochę życia przede mną, aby spełnić ten sen). Moja pasja związana ze śpiewaniem rozpoczęła się już w dzieciństwie od wyśpiewywania razem z telewizorem.: ”Szklana pogoda…..” oraz od momentu, gdy po drugim podejściu do rekrutacji do zespołu „Cepelia” (zespól ludowy pieśni i tańca) udało mi się do niego dostać. Szczerze mówiąc średnio byłam zainteresowana jako ośmiolatka, żeby śpiewać i tańczyć w zespole ludowym, ale zmobilizował bardzo mnie fakt, iż córka przyjaciółki mojej mamy (której delikatnie mówiąc nie lubiłam) bardzo tego pragnęła i ona się nie dostała, A JA TAK!!! No lekka rywalizacja między nami była więc nie powiem, żebym się  nie cieszyła.

Uczęszczając na zajęcia do Cepelii nauczyłam się też innej bardzo ważnej umiejętności – mianowicie opanowałam do perfekcji sprint- tak, tak nauczyłam się zajebiście szybko biegać. Chodziła bowiem fama, że w tych okolicach, którymi wracałam wieczorami z prób tańca i śpiewu, grasował pedofil więc nieco posrana w gacie leciałam co sił w noga, żeby tylko się na niego nie natknąć (!).

Wiele moich zainteresowań i pasji było ściśle związanych z tym, czego pragnęła dla mnie moja mama. Ze względu na nią uczyłam się języka francuskiego, dla niej miałam najlepsze stopnie i to również ze względu na nią chciałam śpiewać najpiękniej jak się tylko da.

Jedni z was wiedzą, inni mogą nie znać tej części mojej historii, która związana jest z faktem, że moja mama ciężko chorowała. Wszyscy byliśmy świadomi tego, że niebawem umrze. Mając takie przeświadczenie, jako dziecko, z całego serca starłam się robić wszystko, by była ze mnie dumna i by dawać jej powody do szczęścia mając nadzieję, że jej dobre samopoczucie przedłuży jej żywot choćby jeszcze o jeden dzień.

Mama każde wakacje planowała mi w 100%. Dla mnie to był czas wyjazdu na cztery kolonie pod rząd, a dla niej okres, kiedy spokojnie mogła na dwa miesiące położyć się do szpitali. Wychodziła tylko wtedy, gdy wracałam się przepakować i wtedy musiałam odśpiewywać wszystkie piosenki, których się nauczyłam podczas wyjazdu. Przyrządzała wtedy dla mnie wspaniała kolację a potem prosiła mnie, żebym zaśpiewała. Ze łzami w oczach wysłuchiwała wszystkiego, co potrafiłam zaintonować. Teraz tak sobie myślę, że po prostu „łapała momenty” i tworzyła wspomnienia – nie tylko swoje, ale też i mojej, bo te chwile, gdy siadała w fotelu i z uwagą i wzruszeniem wpatrywała się we mnie i chłonęła każdą wydobywającą się ze mnie nutę, pozostaną we mnie na zawsze.

Jak więc widać muzyka bardzo mocno towarzyszyła mi w dzieciństwie i kojarzy mi się bardzo ze wspomnieniem mojej nieżyjącej już mamy.

Ale także po jej śmierci śpiew był dla mnie bardzo ważny.

Do dziś w mojej głowie brzęczą słowa pieśni, którą niegdyś wykonywałam z przyjaciółmi z młodzieżowej scholii podczas niejednego ślubu: „W dniu, gdy słysząc nasze „tak”. Bóg obrączki dał nam dwie. On połączył nas, teraz jestem Twój i chcę czynić Cię szczęśliwą już na zawsze.”

Czy mogą być piękniejsze słowa?

„(…) I chcę czynić Cię szczęśliwą już na zawsze.”(!!!)

Wtedy nie chodziło tylko o muzykę, chodziło o przyjaźń, wspólną modlitwę, poczucie bezpieczeństwa i wspaniały świat, do którego przenosiły nas dźwięki.

Dzisiaj życie bez muzyki byłoby dla mnie jak życie bez tlenu- udusiłabym się bardzo szybko!

I choć już obecnie nie śpiewam tak, jak kiedyś, to uwielbiam różne gatunki- muzykę klasyczną, jazz, rock, pop- tylko nie DISCO POLO.

A ostatnio nawet polubiłam Justina Bibera ha ha ha (Będzie hejt za waszej strony?)

W samochodzie wożę Łobaszewską, Szcześniaka, Przybysz, Zauchę…..

A jak ja uwielbiam mknąć przez świat i mieć radio rozkręcone na całą epę!!!!

Też tak lubicie?

Mój młodszy syn potrafi po dwóch dźwiękach rozpoznać jaki to utwór. Najśmieszniej jest jak mi się pyta  czym jest ta piosenka? No kurcze wiecie jakie to jest trudne wytłumaczyć dziecku, co autor miał na myśli wyśpiewując słowa niektórych hitów?

Lubię też, gdy rozumiem o czym śpiewają w danym utworze- często więc sprawdzam sobie teksty i śpiewam razem z moimi ulubionymi piosenkarzami i piosenkarkami.

Dla mnie muzyka, to niezbędny element życia. Jest nie tylko jak tlen, ale też jak słońce i woda. Absolutnie moje życie bez dźwięków byłoby ubogie i nie do zniesienia.

A jaką rolę muzyka odgrywa w waszym życiu?

Lubicie np. oglądać teledyski czy wolicie słuchać radia?

Podzielcie się proszę ze mną waszymi doświadczeniami?

Czekam na wasze komentarze.

Dobrego dnia w rytmie cza-czy, albo twista, albo rock&rola

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: thedanw