Czwartkowa sesja fotograficzna, to było dla mnie wspaniałe przeżycie.

Uważam, że każda kobieta chociaż przynajmniej raz w życiu powinna sobie taką sesję zrobić koniecznie u Emilki, a przedtem makijaż u Anny.

Dziewczyny- to jest pamiątka na cale życie.

Ja- wiadomo- potrzebuję zdjęcia na bloga.

I teraz będziecie miały przesrane, bo moja podobizna nie będzie was śledzić tylko z lodówki. Ze wszystkich innych miejsc będę do was wglądać ja ha ha ha

Nie, no tak tragicznie to aż nie będzie, ale szczerze mówiąc jestem bardzo zadowolona z wyników spotkania z Emilką  i macie to jak w banku, że na pewno będę się nimi chwalić, bo nie dość, że bardzo dobrze się bawiłam, to miałam jeszcze okazję przechadzać się po Lasku Marcelińskim i odkryć tamtejszą leśniczówkę.

Przepiękne miejsce ukryte na skraju parku. Maleńka stadnina koni, domek na drzewie i kobieta, która nas przywitała.

Piękna, promieniująca, widać, że prawdziwie szczęśliwa….

Zachwyciłam się nią na wskroś.

Moje wszystkie zmysły przypomniały sobie wtedy jak bardzo kocham moją złotą, polską jesień.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu jesień, to czas przygnębiający, melancholijny i nierzadko staje się on pierwszą z przyczyn depresji.

Nie twierdzę , że ja również jestem odporna na małe smutki , które przychodzą z pierwszymi szarymi dniami i deszczami, które nie pozwalają już tak swobodnie spacerować po dworze jak latem czy wiosną. Jednak ja naprawdę bardzo lubię jesień.

Mój wzrok, węch i dotyk zapamiętały bowiem jesień 2006 roku, kiedy to po urodzeniu mojego pierwszego syna mieszkałam w Warszawie.

To był cudowny czas.

Codziennie z samego rana ubierałam mojego malutkiego Jaśka, wkładałam go do wózka i razem podążaliśmy wzdłuż Parku Skaryszewskiego do domu mojej przyjaciółki, aby tam wspólnie zjeść śniadanie.

Trasa nie była wcale krótka. Dla mnie był to moment na kontemplację.

Modliłam się wtedy do Matki Boskiej i do Ducha Świętego, a dookoła dochodził mnie śpiew ptaków, szum drzew, zapach jesiennych liści.

Uwielbiam to połączenie barw granatowego nieba i czerwieni, żółci oraz zieleni, która jeszcze czasem spotkać można  w listopadzie.

Dla mnie jesień jest zdecydowanie o wiele lepszym czasem, niż wiosenne wahania temperatur ite zbyt raptowne wybuchy roślinności.

Biegając w czwartek po Parku Marcelińskim i szukając odpowiednich ujęć, nie miałam nawet czasu zastanawiać się nad tym, że jest tak pięknie. Lecz następnego dnia ta świadomość doszła do mnie ze zdwojona mocą. I choć w piątek było już okrutnie zimno, to słońce wspaniale świeciło sprawiając, że przypomniała mi się moja złota, polska jesień.

Ta właśnie pora roku, to także jeden z powodów dla których kocham nasz kraj.

Jest ich oczywiście o wiele więcej.

Ale jesień zdecydowanie plasuje się w pierwszej trójce tuż obok polskiego narzekactwa i naszej pracowitości (bo uwierzcie mi, że mimo rozleniwiającego nasz naród „500+” na tle innych nacji jesteśmy bardzo robotni).

Czapki, kapelusze, szale, chusty, kalosze….

Tak zdecydowanie całym sercem ubustwiam moją złotą, polską jesień.

I jedno o czym marzę, jedno, co mi się śni (w kontekście jesieni), to aby zobaczyć te porę roku na żywo w Bieszczadach.

Podobno jest przepięknie.

A Ty?

Lubisz jesień?

Jakie masz sposoby na ujarzmienie małych smutków i melancholii, które często przychodzą w tym czasie?

A może tak , jak ja wręcz uwielbiasz tę porę roku?

Pisz co Ci się kojarzy ze złotą, polską jesienią.

Dobrego, pięknego, słonecznego, jesiennego dnia Ci życzę.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Emilia Staszków

Makijaż: Anna Szlązak Studio Wizażu i Pielęgnacji