„Mieć czy być” – z pozoru proste pytanie, z gruntu nieziemsko trudna odpowiedź.

Tego samego typu co „Jesz, żeby żyć czy żyjesz, żeby jeść?” ha ha ha

No powiedzcie sami…

Wolicie cieszyć się dobrami materialnymi czy pielęgnować to, co sprzyja waszej duszy?

Napawać się smakiem i aromatem, czy po prostu żyć nie skupiając się zbytnio na tym , co wkładacie do buzi (bez skojarzeń proszę).

Dla mnie wydawać by się mogło samej, że oczywiste jest, że uwielbiam wszystko to, co niematerialne. Jako artystyczna dusza pielęgnuję w sobie to, co sprawia, że czuję się bosko.

Jednak nie byłabym szczera, gdybym nie przyznała się do tego, co już wszyscy o mnie wiedzą bardzo dobrze- kocha ciuchy i inne dobra materialne więc nie mogę powiedzieć, że świat rzeczy przyziemnych nie jest dla mnie istotny.

A jak jest z jedzeniem?

Zdecydowanie rozkoszuję się każdym posiłkiem.

Kocham gotować (jak mam dla kogo), wspólnie biesiadować i razem poznawać nowe kompozycje smakowe.

Każda potrawa kojarzy mi się z innym miejscem , inną sytuacją – jest to tak zwane jedzenie emocjonalne.

Dlaczego akurat dziś o tym piszę?

Dlatego, że na chwilę w moim życiu zapomniałam o tym, jak ważne jest to, żeby „być” zamiast „mieć”.

Zaczęłam się ślepo uganiać za mamoną, która jest oczywiście potrzebna, ale jak mówi stare, polskie przysłowie „szczęścia nie daje”.

A co dało mi dzisiaj szczęście?

Przypomniałam sobie, jak wspaniale jest pobyć samej ze sobą w malutkiej kawiarence- zupełnie niespiesznie popracować, zjeść przepyszne ciasto, napić się białej herbaty. Przy dźwiękach relaksującej muzyki odpocząć od tego całego biegu, który zaczął się wraz z rokiem szkolnym.

To moje „być” odezwało się we mnie bardzo głośno.

I chociaż „mieć” namawiało:” Nie idź tam, szkoda kasy, możesz oszczędzać pieniądze i kupić to i to itd…,” to ostatecznie miłość do pysznych wypieków i moje wewnętrzne „być” wygrało.

Niezmiernie się z tego cieszę, bo znów przypomniałam sobie po co żyję.

Nie po to, żeby gromadzić dobra.

Nie po to, żeby wiecznie gnać z miejsca na miejsce.

Nie po to, by w szalonym pędzie nie móc znaleźć tej małej chwili tylko dla siebie.

(Poranne treningi o 4:00 nad ranem się nie liczą!!!)

Obudziłam się jakby ze snu.

Ocknęłam się i rozbrzmiało we mnie bardzo głośno moje głębokie pragnienie – ja kocham życie!!!

Kocham ludzi, kocham spotykać się z nimi i słuchać ich.

Nie ma więc takiej opcji, że nie mam czasu, bo…

Bo co?

Nie mam czasu również dla siebie samej?

Bo zamiast ofiarować sobie chwilę luksusu wolę zapi….lać?

Robię pauzę, mówię STOP!!!

Dobrze, że potrafię się opamiętać.

Lato było dla mnie łaskawe- regenerowałam się na ogrodzie.

Natomiast jesień przyniosła mi bardzo dużo pracy- za dużo.

Zbyt szybko i pochopnie rzuciłam się w wir zbyt wielu zajęć, które pochłonęły mnie totalnie.

I nadszedł czas dokonania prostego wyboru: „Mieć czy być”.

Wiesz już dokładnie co wybieram.

A Ty?

Po której stronie stoisz?

Jaką postawę reprezentujesz?

Daj znać w komentarzu do czego Ci bliżej.

Dobrego dnia za równo dla ciała jak i dla duszy.

Wszystkiego dobrego.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Engin Akyurt