Niezmiernie mnie raduje, a jeszcze bardziej cieszy, że pojawiają się sugestie tego, o czym chcecie, żebym pisała.

Wspaniale Moi Drodzy!!!

Ostatnio Aga poprosiła mnie, żebym napisała tekst o „Życiu na wiecznym wkurwie” i się okazało, że nie dość, że w sobie znalazłam takie pokłady złości, o których nawet nie wiedziałam, że istnieją , to jeszcze w was wywołał on tak wiele emocji, że jasnym się stało, iż faktycznie był on bardzo potrzebny.

Dzisiaj odniosę się do kolejnej prośby Agnieszki.

„Jak wygląda moje życie bez telewizora?”- zabrzmiało pytanie.

Szczerze mówiąc , to na potrzeby tego tekstu próbowałam wyobrazić sobie, jak wygląda przeciętny dzień kogoś, kto ma w domu telewizor i niestety doszłam do wniosku, że tak bogatej wyobraźni to ja nie mam.

No wiem, że ludzie rano oglądają np.:„Dzień dobry TVN” albo „Pytanie na śniadanie”,  pod wieczór natomiast jakieś wiadomości, „Taniec z Gwiazdami„ albo coś w tym stylu.

Ale nie wiem zupełnie, jakie są teraz seriale na topie, ani nie orientuję się też totalnie w innych programach.

Nie mam zielonego pojęcia jak wyglądają celebryci.

Za Chiny nie rozróżniam kto jest kto.

Kiedyś to nawet kupowałam sobie „Galę”, żeby nie być takim ignorantem, ale teraz wierzcie mi, że ta wiedza nie jest mi absolutnie do niczego potrzebna.

Nie dyskutuję z nikim na temat życia gwiazd ani gwiazdeczek.

Słucham muzyki i oglądam filmy które mnie interesują.

Nie mam ani VIVY ani MTV.

Oglądam filmy w Internecie, a muzyki słucham albo z płyt albo z radia.

Największym plusem nie posiadania telewizora w domu jest fakt, iż moje dzieci nie kłócą się o pilota.

Ja mam po prostu w domu CISZĘ.

Słyszę śpiew ptaków za oknem, albo teścia, który akurat się zdenerwuje i przeklnie tak dla równowagi w naturze.

Nienawidzę, gdy jestem u kogoś a tam telewizor na cała epę.

Nawet kiedy nie gara wcale na cały regulator, a my siedzimy i to pudełko coś gada wierzcie mi, że nie potrafię się skupić. Ja, jak z kimś rozmawiam, to skupiam się na nim w 100%- telewizor mnie rozprasza. To jest bodziec, którego ja absolutnie nie potrzebuję.

Ale to nie znaczy, że nie oglądamy w domu razem filmów i że nie jesteśmy w miarę na bieżąco.

Oglądamy po prostu filmy na komputerze.

A dodatkowo kiedy ćwiczę rano na orbitreku oglądam najnowsze filmy lub seriale.

Jestem więc na bieżąco, ale nie oglądam reklam i tego całego hłamu, który proponuje nam telewizja.

Jest bowiem różnica w posiadaniu telewizora, oglądaniu telewizji i byciu na bieżąco z hitami kinowymi.

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie- po co mam włączony telewizor?

Czy jest on zagłuszaczem?

Czymś co do nas gada?

Czy faktycznie włączamy go tylko, gdy coś nas interesuje?

Ja po ponad 15 latach nie posiadania telewizora nie wyobrażam sobie, żeby to „pudełko” mogło stać u mnie w domu.

I był ostatnio taki pomysł , żeby kupić telewizor- moja odpowiedź brzmiała „Jeśli kupicie telewizor, to ja się wyprowadzę”. A ponieważ telewizor nie umie sprzątać ani gotować , to moja rodzina podjęła jedyną słuszną decyzję i łaskawie pozwoliła nadal wykonywać mi moje obowiązki.

Dlaczego od 15 lat nie mam telewizora?

Tę decyzję podjęłam świadomie.

Ja po prostu byłam ogromnym telemanem – kolorowo migające pudełeczko wciągało mnie niesamowicie. Podobno dzieci oglądają telewizję, bo daje ona im poczucie akceptacji- nie musze nic robić- po prostu patrzą, a telewizor nic od nich nie wymaga, a daje im wszystko, czego pragną.

Taką teorię słyszałam i w moim przypadku do dziewiętnastego roku życia ona się sprawdzała.

Nie potrafiłam się oderwać od telewizora.

Aż pewnego pięknego dnia poszłam na studia.

Wtedy zadecydowałam, że koniec, basta- zrywam moją chorą relację z telewizorem. Tym bardziej , że zmieniając co roku mieszkanie musiałaby ten grat wozić ze sobą.

A po co?

Od tamtego czasu ani jednego dnia nie zatęskniłam za kolorowo migającym pudełkiem.

Podczas studiów znalazłam czas na czytanie, chodziłam do teatrów, na wystawy itd.

A teraz tak, jak już napisałam na początku tekstu, mam w domu ciszę i spokój.

I przede wszystkim to ja decyduję o tym, co i kiedy chce oglądać.

Taka oto jest moja historia i filozofia związana z brakiem telewizora  w moim domu.

Jest wielu ludzi, którzy podobnie do mnie podjęli taką decyzję i myślę, że wiodą szczęśliwy żywot, ale jeśli Ty nie możesz żyć bez telewizora i tak, jak ja nie potrafię wyobrazić sobie przeciętnego dnia kogoś, kto ma w domu to grające pudełko, Ty nie umiesz pojąć, jak jest możliwe życie bez telewizora, to nie rób absolutnie nic.

Każdy jest szczęśliwy na swój sposób.

Ja kocham ciszę i spokój. Muzykę, która płynie z radia lub płyt. Śpiew ptaków, który dobiega z ogrodu. To jest mój styl życia.

A jeśli Twój to „Dzień dobry TVN”, „Fakty” i „Taniec z gwiazdami” to też dobrze.

Różnice są bardzo potrzebne.

Jeśli kiedyś się spotkamy ja ugoszczę Cię w spokojnym, cichym domu, a Ty opowiesz mi najświeższe plotki z życi gwiazd.

To nic, że totalnie nie będę wiedziała, o czym do mnie mówisz- i tak z chęcią posłucham.

Natomiast, gdy Ty będziesz gościć mnie, to możesz być pewny/pewna, że poproszę Cię od razu o wyłączenie tv i że z pewnością nie będziemy gadać o celebrytach.

Przygotuj się raczej na to, że mówić będziemy o Tobie i o mnie- o naszych dużych i małych sprawach.

Zatem kto pierwszy przychodzi do kogo?

Żyj tak jak chcesz, lubisz i uważasz za stosowne. Tak, jak Tobie jest wygodnie.

Dobrego dnia z telewizorem lub bez.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD.

Fot.: Alexander Antropov