Koniec świata bliski- mój trzynastoletni syn bije się ze mną o jabłko!

Jeszcze do niedawna jedyne, co konsumował, to były parówki, wszelkiej maści zupy, naleśniki no i może jeszcze spaghetti- poza tymi potrawami, o niczym innym nawet nie chciał słyszeć.

Nie martwiłam się tym zbytnio, bo wiedziałam, że nadejdzie taki moment, że zacznie wcinać za czterech, ale nie przypuszczałam, że w jego przypadku „czterech” będzie równe „ośmiu”.

To ile potrafi zjeść moje starsze dziecko, przechodzi ludzkie pojęcie.

Bo młodsze oczywiście jest niejadkiem.

Czym znów za bardzo się nie martwię. Ja zastosowałabym w tym przypadku terapię głodową- taką, jak zastosował pewien dziadek w bajce chyba o Pi-Pi , którą oglądałam, kiedy byłam mała.

Nie dawałabym nic innego do jedzenia dziecku, do póki nie zjadłoby w porze posiłku tego, co jest serwowane na ten posiłek. Nie ma mocnych – kiedyś w końcu zgłodnieje i zje!!!!

Przecież nie umrze z głodu, bo nie lubi chleba!!!

Nie stosuję osobiście takiej taktyki, ponieważ u mnie w gospodarstwie domowym, jestem w mniejszości.

Mam przeciwko sobie niestety trzy inne osoby, które zdążyły już nauczyć się „z troski” udzielać złotych rad.

Może powiecie, że JA- taka mądra!!!!

Że zawsze twierdzę, że „Masz to, na co się godzisz…” itd.

I ja sobie pozwalam, żeby w moim domu decyzję o żywieniu mojego dziecka podejmował za mnie kto inny?

Wytłumaczę tylko, że mój młodszy syn nie je prawie nic. Parówki ma obierane ze skórki!!!! Absurdalne?

No oczywiście, że tak!!!!

Ale ludzie przyzwyczają się do absurdów i ja też przywykłam.

W związku z czym każdego wieczora na kolację grzecznie obieram synowi paróweczkę ze skórki.

Wróćmy teraz do kwestii podejmowania decyzji za mnie.

To jest bardzo złożony temat.

Wiecie kiedy moi obydwoje synowie przestali normalnie jeść?

W obu przypadkach nastąpiło to dokładnie w tym samym momencie rozwoju- w ósmym miesiącu życia. Za pierwszym i za drugim razem po ich urodzeniu- jak w pysk strzelił, po ośmiu miesiącach trafiłam do szpitala psychiatrycznego.

Wtedy zostali pod opieką inną, niż moja.

Nie wiem jak to się stało dokładnie, ale obydwoje przestali normalnie jeść.

W przypadku drugiego syna wiem- po prostu dostał słodycze- na co jestem bardzo wściekła, ale czasu nie cofnę.

Na szczęście syn zaczyna już PRÓBOWAĆ nowe smaki (w wieku sześciu lat!!!) i jestem spokojna, bo jeśli dojdzie do takiego momentu, w jakim jest teraz mój starszy syn, to wtedy dopiero zacznę się martwić czym my ich wykarmimy ha ha ha

Ale wróć….

O decydowaniu chciałam pisać……

To jest kwestia bardzo istotna w przypadku chorych na ChAD.

W moim osobistym przypadku.

Kiedy ja byłam w odmiennych stanach świadomości nie nadawałam się do tego, by podejmować jakiekolwiek decyzje, dlatego wyborów dokonywano w moim imieniu.

Podjęte kroki już zostały dokonane i teraz nie mogę ich zmienić, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam.

Jest wiele kwestii , które mnie „ominęły”.

No niestety jest to według mnie duży problem- to poczucie, że nie jesteś wiarygodny, że nie możesz decydować bo Twoje samopoczucie nie jest stabilne.

Ja od czterech lat buduję ten stan równowagi, to zaufanie moich bliskich w stosunku do mnie.

Jednak wiem, że kiedy ktoś chory na ChAD ląduje w szpitalu, lub przechodzi przez epizod maniakalny lub depresyjny, jego zdanie zupełnie się nie liczy i między Bogiem a prawdą, liczyć się nie może, ponieważ jego odbiór rzeczywistości jest skrzywiony i wszelkie wybory nie są obiektywne.

Jak więc się zachować, kiedy chory bardzo o coś prosi, wręcz błaga, a jest to prośba irracjonalna?

Albo, gdy utrzymuje, że coś jest prawdą, podczas, gdy my wiemy, że to totalna bzdura?

Trzeba to przetrzymać.

Nie kłamać, nie obiecywać, nie potakiwać.

Przetrzymać.

Gwarantuję, że przyjdzie taki czas, że będziecie jeszcze się z tego razem śmiać.

Kiedy już Ty – chora, albo Twój bliski, który jest chory na dwubiegunówkę, w końcu osiągnie stan remisji, będziecie mogli wspomnieć te irracjonalne dążenia, irracjonalne „jazdy” z uśmiechem- z dystansem podchodząc do całej sytuacji- jaka by ona się nie wydawała trudna i tragiczna na ten moment.

Wierz mi to przejdzie.

Zaczęłam od syna, jego ogromnego apetytu, przeszłam przez decyzyjność w trakcie manii, a kończę na zapewnieniu Ciebie – chorej na ChAD lub Ciebie, która jesteś bliska komuś choremu, albo może Ciebie, która na szczęście nie masz wśród bliskich nikogo dotkniętego tą chorobą, – że ChAD to nie jest KONIEC ŚWIATA. To jest schorzenie, które się leczy!!!!

Mam okazję rozmawiać z osobami, które dopiero co dowiedziały się o diagnozie u swoich bliskich.

Są przerażone, nieszczęśliwe, czasem nawet zdesperowane- niepotrzebnie!!!!

Tę chorobę trzeba oswoić jak dzikie zwierzę.

Dowiedzieć się jak najwięcej o niej.

Rozmawiać z ludźmi w podobnej sytuacji.

Są fora internetowe, grupy wsparcia, jestem JA.

To przykre, że wasz bliski zachowuje się właśnie tak irracjonalnie, że nie możecie mu pozwolić na podejmowanie żadnych decyzji, tak jak to było w moim przypadku, ale to nie jest stan permanentny.

Tak, jak niejadek zmienia swoje nawyki żywieniowe, tak też człowiek, któremu postawiono diagnozę, jeśli chce, ewoluuje.

Jest w stanie osiągnąć remisję.

Ja w to wierzę.

Jestem tego przykładem.

To jest chyba najważniejsze, co mogę napisać- Jestem tego przykładem!!!

Życzę wam wszystkim, abyście mogli DECYDOWAĆ w waszym życiu o tym, co ważne.

Aby nikt was tej decyzyjności nie pozbawiał.

A chorym i bliskim chorych życzę sił i wiary w to, że remisja jest stanem, który może osiągnąć każdy chory na ChAD.

Dnia pełnego ukojenia.

Julka Malecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD.

Fot.: Emilia Staszków

Makijaż.: Anna Szlązak Studio Wizażu i pielęgnacji

2
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x