Czy ja mam w ogóle jakiekolwiek wspomnienia z dzieciństwa?

Zastanawiałam się ostatnio nad tym i niestety doszłam do wniosku, że większość moich wspomnień wiąże się s tym, że mój tata był alkoholikiem i albo zbierałam butelki po piwie, żeby kupić sobie za nie zabawkę, albo żyłam w wiecznym stresie, bo nigdy nie było wiadomo czy nie wróci do domu wstawiony, albo odwiedzałyśmy go w kiciu, bo mama go posadziła do ciupy.

Oczywiście, że mam piękne wspomnienia zawiązane z czasem, kiedy żyła moja mama, ale wiadomo, że często tak jest, że te trudne momenty przysłaniają te dobre.

Dzisiaj natomiast przypomniały mi się chwile, które przeżyłam podczas świąt. Ten czas, który zapamiętałam najbardziej.

Chyba taką najważniejszą dla mnie historią świąteczną jest ta, gdy mama zdobyła dla mnie podczas wyjazdu do Warszawy lalkę- i to nie byle jaką – Barbie!!!! Mogłam mieć wtedy z pięć lat- lalka nie była oryginalna , ale i tak była ona ziszczeniem moich dziecięcych marzeń. Ponieważ byłam dość sprytna i doskonale wiedziałam gdzie mama chowa prezenty, to oczywiście wyniuchałam lalkę już przed Bożym Narodzeniem.

I nie byłoby w tym jeszcze nic takiego tragicznego, gdyby nie fakt, iż zaprosiłam moją sąsiadkę- dziewczynkę w tym samym wieku, co ja i z dumą pokazałam jej jaką to ja piękną lalkę dostanę na Gwiazdkę. Sąsiadka oczywiście od razu wszystko zakapowała mojej mamie. I co?

KARA!!!

Ale to jaka?

Moja mama była bardzo zdolna- potrafiła szyć i robić na drutach więc zrobiła dla lalki całą kolekcję przepięknych ubrań – suknię ślubną, sweter, płaszcz itd. Ubrała tę lalkę w tę piękną suknię ślubną i posadziła na zastawie kawowej w dużym pokoju podczas Wigilii, żeby na nas spoglądała.

Wszyscy dostali swoje prezenty, ja również- wszystkie prezenty oprócz tego najważniejszego- lalki Barbie- za karę nie mogłam jej nawet dotknąć, podczas gdy ona spoglądała na mnie w tej swojej bajecznej sukni ślubnej.

Boże, jak ja ryczałam!!!!

Wyłam w niebogłosy!!!

 Aż w końcu mama zmiękła i dała mi tę lalką.

Trauma?  

No lekka!

Ale dzięki temu przynajmniej mam co wspominać ha ha ha

Nie wiem jak wy , ale je ze świątecznych, poznańskich czasów wspominam jeszcze wielką, żeliwną wannę, w której kilka dni pływał karp- ani się wykąpać nie było można, ani nic.

A jak łapę zamoczyłeś w tej wodzie, to zimna….. !!!!

I co taki karp? Ani nie pogłaszczesz takiego zwierzaka i jeszcze na koniec zarzną go na Twoich oczach!!!

No ale wspomnienie jest.

Co mi jeszcze zapadło w pamięć?

Mieliśmy takie bombki rodzinne, zbierane przez pokolenia- co roku dokładane kolejne.

Jednego roku kupiliśmy przepiękną , ogromną choinkę, a mieszkaliśmy w kamienicy z bardzo wysokimi sufitami, więc choinka była naprawdę ogromna. No i ojciec jakoś tak ją dziwnie spasował, że czubek haczył o sufit.

Jak się przewróciła po raz pierwszy na wigilijny stół, to była radocha i zdziwienie.

Jak za drugim razem spadła w to samo miejsce, to zaczęliśmy się martwic o naszą rodową kolekcję bombek.

Przy trzecim upadku poziom wkurwu mojej mamy był już tak wysoki, że tata nie miał już co ratować, a jedynym jego wyjściem było uciekać przed wściekła mamą.

No i najfajniejsze wspomnienie- moment, w którym poznałam, że Gwiazdor nie istnieje- miałam wtedy 4 latka. Przypadkowo siedziałam pod stołem i co się okazało? Gwiazdor miał identyczne buty jak mój tata!!! Przypadek? Nie sądzę!!!!

Mało zabawny był moment, kiedy dostałam pod choinkę cholernie drogą maszynę do szycia dla dzieci cudem zdobytą wtedy „od Rusków”, która…… NIE SZYŁA!!!!

A ze względu na jej bajońską cenę, był to jedyny prezent, jaki dostałam wtedy na święta, także ten……

Zaczęłam od Lalki Barbie pozwólcie więc , że skaczę również historią o lalce Barbie, ale inną.

Miałam takiego ulubionego wuja – wuja Jurka – mojego ojca chrzestnego- kochałam go z całego serca- bo był zajebisty!!! Kuzyn mojej mamy , z którym to moja mama masę przeżyła za młodu.

Wuja jak to mówią był wywijasem. Nie miał dzieci , bo oprócz tego, że był wywijasem, to też był kawalerem i zamiast córek miał trzy chrześnice. Wuja bardzo o mnie dbał i w którąś z Gwiazdek zabrała mnie do PEWEXU i kazał wybrać sobie właśnie Lalkę Barbie, ale taką oryginalną.

Bosz…..jaka ja byłam szczęśliwa, a lalka jaka piękna!!! Miała różową mini sukienkę i piękne falowane, blond długie włosy. Jednak jak się okazało nie długo miała te piękne blond błyszczące włosy, bo krótko po świętach jakoś tak całkiem naturalnie wsadziłam jej głowę pod klosz od lampy i zaczęłam kręcić wokół żarówki, bo takie fajne ciepłe włosy jej się robiły. Tak ciepłe były przez chwilę , a potem  prostu się spaliły. I co teraz? No nic!!! Bo lalka wtedy kosztowała 100zł!!! Wyobrażacie to sobie? Wtedy to był majątek więc o drugiej nie było mowy!

Takie są właśnie moje wspomnienia- dwie lalki Barbie, zimny karp, spadająca choinka, zdemaskowanie Gwiazdora po butach i maszyna do szycia, która nie szyła ha ha ha.

A Wy jakie macie wspomnienia z rodzinnych świąt w dzieciństwie?

Jaki był wasz wymarzony prezent, kiedy byliście mali?

Dostaliście go?

Dzisiaj życzę wam dobrego trawienia i tego, byście tworzyli piękne wspomnienia.

Julia Malecka Praktyk Wyzdrowienia Chad.

Fot.: Alexas_Fotos