No i minął…..

Nieubłaganie płynie czas. Sekunda za sekundą, minuta za minutą, godzina a godziną itd.

Aż w końcu zmieniają się pory roku a wraz z nimi kartki w kalendarzu a my….

Stajemy się coraz starsi?

Otóż nie!!!

To nie jest tekst o tym, że za trzy dni kończę 38 lat (!!!!) ha ha ha

To jest tekst o tym, że to, co wydaje się przepływać jak przez palce wcale nie jest takie proste i z perspektywy czasu, gdy patrzę wstecz na te minione osiem lat to widzę, że wydarzyło się bardzo wile.

Mnóstwo dobrych rzeczy, ale również przykrych i trudnych spraw.

Osiem lat od tego jak skończyłam trzydzieści lat, a cztery dni wcześniej- 30 czerwca wzięłam ślub.

Powiedziałam „tak”, choć nie jestem do końca pewna czy w pełni świadoma i zrównoważona. Przedślubna krzątanina, podniecenie przed tą wielką ceremonią- trudnonocenić czy to były nerwy czy lekka hipomania.

Jednak gdy patrzę wstecz wiem, że dzisiaj postąpiłabym tak samo!

Osiem lat wydawać się może jednym, że to zaledwie kilka kolejnych wiosen.

Dla mnie jednak to bardzo wiele.

Jestem pewna, że również dla mojego męża był to burzliwy czas.

Tak naprawdę od momentu naszego wesela przeszliśmy przez mój ogromny- wręcz monstrualny epizod maniakalny, który zakończył się bardzo długą i trudną dla nas obojgu hospitalizacją.

Po tym pobycie w szpitalu czułam się jak ZOMBIE. Naszprycowana lekami ledwo co mogłam chodzić. Nie mogłam natomiast absolutnie normalnie myśleć- składać sensownych zdań – gubiłam słowa i nie potrafiłam zupełnie się wypowiedzieć. W moim mózgu miałam ogromne dziury, a ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Czułam się jak sparaliżowana.  Całkiem tak, jakbym wydawała mojemu organizmowi polecenia, a on je totalnie ignorował.

Na szczęście, dzięki mojemu mężowi, trafiłam do rewelacyjnego specjalisty, u którego leczę się do dziś. To niestety nie uchroniło mnie przed kolejnym epizodem maniakalnym. Nie poradziłam sobie z wielkim nieszczęściem, które pojawiało się w mojej rodzinie. Jako najsłabsze ogniwo- najbardziej wrażliwa w całym rodzie przypłaciłam to zdrowiem. Na szczęście udało mnie się uratować przed szpitalem i skończyło się na leczeniu dziennym.

Poza tymi dwoma epizodami w ciągu tych ośmiu lat toczyło się normalne życie (o ile w ogóle można powiedzieć, że życie chorego na ChAD – Chorobę Afektywną Dwubiegunową , i jego partnera może być normalne!!!).

Urodziłam dziecko, skończyłam dwa kierunki studiów, realizowałam swoje mniejsze i większe marzenia, wyjeżdżaliśmy na wakacje, przeżywaliśmy razem nie jedną burzę i celebrowaliśmy spokój, który przychodził po ogromnej zawierusze, jaka miała nieraz miejsce w naszym życiu.

Skłamałbym gdybym napisała, że było cukierkowo.

Zdaję sobie absolutnie sprawę z tego jak bardzo cierpi osoba bliska choremu na ChAD- czyli człowiekowi takiemu jak mnie.

Kiedy nie potrafi pomóc, kiedy nie rozumie, kiedy spotyka się z gniewem i agresją ze strony ukochanej osoby.

Ciągłe wahania nastroju każdego dnia wystawiają związek na próbę.

Mój związek przez te osiem lat przeszedł takich prób BAAARDZO wiele.

Dzisiaj, gdy patrzę na NAS, to jestem szczęśliwa i wdzięczna.

Zadowolona, bo udało nam się, mimo wielu nieporozumień, nadal ze sobą być, bo mając wspólne dzieci dbamy o ich dobro i staramy się im stworzyć jak najlepszą przyszłość, bo się nie poddajemy, pracujemy nad tym, co jest. Nie rozkładamy rąk i nie odwracamy się od siebie- nie wyrzucamy tego, co zepsute lecz staramy się to naprawić i wprowadzić do dalszego użytku.

Jesteśmy coraz bardziej dojrzali.

W naszą ósmą rocznicę ślubu po prostu spontanicznie wsiedliśmy na rowery i razem z młodszym synem pojechaliśmy do naszej pobliskiej, wiejskiej ale nie wieśniackiej knajpy. Zamówiliśmy po porcji frytek, coś do picia i cieszyliśmy się wspólną obecnością i pięknem tamtejszego, cudownie zadbanego ogrodu. I to mi wystarcza. Nie potrzebuję kolacji w wykwintnej restauracji. Wystarcza mi obecność mojego męża i moich dzieci dla przypieczętowania „tak”, które padło osiem lat temu.

Różnie się dzieje w życiu różnych ludzi.

Mam wielu znajomych których związki się rozpadły.

Bo „on już jej nie kocha”, „bo ona wdała się w romans”, „bo nie dali sobie drugiej szansy”, „bo nie będą marnować swoich najlepszych lat”- każdy ma swoje życie i postępuje według swoich priorytetów. Wszystkim życzę jak najlepiej.

Ja w moim życiu przeszłam naprawdę przez RÓŻNE sytuacje, ale dziś cieszę się bardzo, że nadal jesteśmy RAZEM!!!

Cieszę się , że mogę wstać rano i że mimo tego, iż bardzo mi się nie chce, to mogę mojego męża przywitać śniadaniem i pocałunkiem. Potem- po południu lub wczesnym wieczorem kiedy wraca z pracy czekam na niego już z ciepłym obiadem, bo uważam, że tak właśnie powinno być!!!

Przynajmniej tyle mogę mu dać!!!

A Ty?

Którą rocznicę obchodzisz w tym roku?

Jak Ci jest?

Jeśli chcesz podziel się ze mną swoimi doświadczeniami.

Życzę Ci dzisiaj miłości, szczerości i szacunku do osoby, którą kochasz oraz tego, aby ona to odwzajemniała.

Dobrego dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Holger Detje