Przywitajcie dzisiaj Karolinę.

Zwróciła się ona do mnie z propozycją przeprowadzenia z nią wywiadu po tym, jak napisałam tekst o Anicie Prochowskiej. Ponieważ interesują mnie wszystkie historie zgodziłam się na napisanie tego wpisu właśnie o niej.

Zatem poniżej przedstawiam Wam historię dziewczyny, która mimo wcale niemałych przeciwności zdeterminowana idzie przez życie wyprostowana i realizuje swoje mniejsze i większe marzenia.

Bardzo istotną informacją, którą musicie wiedzieć o bohaterce mojego tekstu jest fakt, iż ma ona zespól Aperta.

Zespół Aperta jest bardzo rzadkim schorzeniem.

Według statystyk ujawnia się u około jednego dziecka na 160 000 do 200 000 żywych urodzeń. 

U mojej rozmówczyni cechował się głównie zrostem kończyn górnych i dolnych.

Dodam tylko, że w większości przypadków dzieci obarczone tą chorobą są skazane na śmierć.

Karolina przeszła wiele operacji.

Udało się rozłączyć kończyny górne i dolne palce u rąk. Natomiast palce u stóp nadal są zrośnięte.

W dzieciństwie narażona była na brak tolerancji ze strony otoczenia, co sprawiało je wiele przykrości i wewnętrznego cierpienia.

Fakt, iż tak bardzo odróżniała się od innych dzieci był dla niej źródłem bólu i udręki.

Bohaterka tego tekstu twierdzi, że nigdy nie uczyła się zbyt dobrze. Za to wspaniale odnajdywała się w świecie sztuki- to ją pociągało i pozwalało przenieść się do innego świata- miejsca, gdzie królowały barwy, tekstury i obrazy- tu mogła być prawdziwie sobą.

Zaczęła więc tworzyć.

Szło jej tak dobrze, że nawet wygrała osiem razy z rzędu Ogólnopolski Konkurs Plastyczny.

Te sukcesy skłoniły ją do poważnego zastanowienia się nad powiązaniem swojej przyszłości właśnie ze sztuką. To była jej prawdziwa pasja. To właśnie chciała robić w życiu.

Ponieważ skończyła Policealną Szkołę Plastyczną postanowiła, że spróbuje również swoich sił na Akademii Sztuk Pięknych. W Warszawie przeszła dwa etapy, trzeci niestety się nie udał.

Podjęła więc decyzję, że może jej się uda w Krakowie.

I faktycznie osiągnęła sukces- dostała się na studia w stolicy artystów – pięknym Krakowie.

W dwa tygodnie znalazła sobie mieszkanie i zorganizowała przeprowadzkę.

Łącznie spędziła tam osiem lat, bo w trakcie studiów miała urlop dziekański.

W tym roku, we wrześniu, obroniła tytuł magistra.

Spełniło się jej największe marzenie i jest niezmiernie dumna z tego, czego dokonała.

Oprócz wspaniałej kariery artystycznej Karolina również udzielała się jako wolontariusz w Fundacji „Mimo wszystko” Anny Dymnej”. Najpierw odbyła była tam wolontariuszką, a później odbyła czteromiesięczny staż.

Czy to mało jak na kogoś, kto w dzieciństwie tak wiele wycierpiał?

Moim zdaniem Karolina jest niesamowitym przykładem na to, jak wiele można osiągnąć, gdy się tylko chce. Ale najważniejsze jest wiedzieć CZEGO SIĘ KONKRETNIE CHCE.

Ona od początku miała jasno skonkretyzowany cel- interesowała ją sztuka i pełna determinacji dążyła do tego by spełnić swój sen.

Dzisiaj tworzy wspaniałe obrazy, robi zdjęcia, spełnia się na wielu płaszczyznach artystycznych.

Gdy spytałam ją natomiast czy „Akceptuje i nie ignoruje ChAD” odpowiedziała mi szczerze, że jestem pierwszą osobą w jej życiu, która zwróciła jej uwagę ku temu schorzeniu. Do tej pory nie wiedziała bowiem nic o Chorobie Afektywnej Dwubiegunowej.

I wiecie co?

Bardzo mnie cieszy taki stan rzeczy, bo to przynajmniej potwierdza, że moja misja jest potrzebna, że to właśnie ode mnie ludzie dowiadują się czym jest dwubiegunówka.

Stany maniakalne to dla Karoliny były czarna magią. Natomiast o depresji wiedziała dość sporo między innymi niestety również z własnego doświadczenia.

Można więc spokojnie stwierdzić, że moja rozmówczyni nie ignoruje tego problemu.

A co z akceptacją i nie ignorowaniem innych kobiet?

Karolina czuje wielkie wsparcie ze strony innych kobiet- ze strony mamy, siostry, przyjaciółek, a   swego czasu także od Anny Dymnej. Kiedy inne kobiety obdarzają ją ciepłem i zrozumieniem ona odwdzięcza im się tym samym.

Nie sposób nie wspomnieć o licznych wystawach Karoliny, które mogły mieć miejsce właśnie dzięki wsparciu innych kobiet, za które moja rozmówczyni jest bardzo wdzięczna.

Bohaterka mojego tekstu nie ignoruje również i w pełni akceptuje swoje porażki i sukcesy.

Za swoje największe sukcesy uważa właśnie to, że ukończyła szkoły, zdała maturę za pierwszym razem, skończyła studia, przeprowadziła się tak szybko i zwinnie, zorganizowała tak wiele wystaw i wygrała wiele konkursów.

A porażki?

Po co do nich wracać?

Po co roztrząsać przeszłość, która była bardzo bolesna.

Ciężka nie z tego powodu, że Karolina popełniała jakieś błędy lecz dlatego, że społeczeństwo jej nie akceptowało.

Dziś, jako trzydziestoletnia kobieta rozumie już to, że nie musi być taka sama jak reszta ludzi, lecz wtedy jako małe dziecko bardzo jej na tym zależało.

Bohaterka mojego tekstu woli więc cieszyć się tym, co jest teraz.

Celebrować sukcesy.

Bo jest co świętować.

Dziękuję Ci bardzo Karolino za rozmowę, którą przeprowadziłyśmy.

Podziwiam Twój wojowniczy charakter i pasję, z jaką kroczysz przez życie.

Życzę Ci samych sukcesów.

A Wam życzę wspaniałego, pełnego pasji i determinacji w dążeniu do spełniania marzeń dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD.

Fot.: Karolina Ślusarczyk