Mimo, iż miałam już wcześniej przygotowany tekst na dzisiaj, to zmuszona obecną sytuacją jestem napisać o czym innym. Wszyscy na pewno świetnie domyślacie się, co mam na myśli.

Zastanawiam się czy nadszedł czas już powoli spisywać testament? A może nie powoli? Może trzeba to zrobić bardzo szybko? Co ja sądzę o bieżącej sytuacji w kraju i zagranicą? Mogłabym zgrywać chojraka i nawoływać do tego, by nie panikować, ale szczerze wam powiem, że ja po prostu się boję. Boję się jak jasna cholera. Kiedy przeczytałam informację (nie wiem w sumie czy to prawda czy fake- myślę, że raczej prawda) o tym jakoby 15 marca miała być ogłoszona światowa pandemia- popłakałam się. Tak, ze strachu, niemocy i gniewu.

Czy nasze dzieci zasługują na to? Na co? No właśnie nikt nie wie na co.

Nikt nie ma pojęcia jak wyglądać będzie nasza przyszłość. Czy wszyscy wyginiemy? Czy przeżyją tylko najsilniejsi? Czy bogaci i wpływowi dadzą radę przetrwać? Czy za sprawą jakiegoś niebotycznego fuksa uda nam się spierdolić przed tym jebanym wirusem, który pożera ludzi jak fistaszki do kolejnej kolejki piwa w przydrożnym barze? Może jakiemuś geniuszowi przyśni się antidotum i jak za sprawą magicznej różdżki wybawi to nas wszystkich od okrutnego losu, który jest nam pisany? A może przyjdą z dupy jakieś masakryczne upały i też jakoś uda nam się oszukać przeznaczenie. No nie wiem co, bo ze strachu wyobraźnie przestała mi funkcjonować, ale niech coś się stanie! Nie wiem co- po prostu „coś”.

Zbiorowa modlitwa? Oczywiście przyda się – jak najbardziej- pamiętajmy tylko, żeby była indywidualna i łączmy się w takim razie myślami, bo przecież kontaktować się ze sobą nie można nie można.

Tylko spokój jest w stanie nas uratować? Oczywiście, że tak! Nie panikujmy! Zachowujmy się racjonalnie- wykupmy konieczne zapasy jedzenia, zamknijmy się w domu i czekajmy aż przyjdzie cud.

Bo tak naprawdę co innego nam pozostaje zrobić? Jako zwykłe szaraczki (bo za takiego członka społeczeństwa właśnie się uważam) nie zostaliśmy przeszkoleni do tego, jak się zachować w obliczu wielkiej epidemii. Wiemy co to sinus, cosinus, wiemy gdzie występują tundry i jak jest zbudowany pantofelek, ale epidemia? Komu by się chciało tłumaczyć, jak się do niej przygotować i przez nią przejść.

Dlatego właśnie jedni panikują, inni bagatelizują, bo dystans zachować jest bardzo trudno.

Co ja osobiście mogę napisać odnosząc się do tej szczególnej sytuacji?

Powiem wam szczerze: „Je ne regrette rien.”

Ani jednej torebki, ani jednej pary butów, ani jednego tysięcznego, niezbędnego ciuchu w mojej szafie ha ha ha.

Jak to dobrze, że za każdym razem, gdy musiałam podjąć tę trudną decyzję „Kupić czy nie kupić?” z odsieczą przychodziła mi siostra z ponadczasowym tekstem: ”Pamiętaj, że jutro może Ci cegła spaść na głowę.” (A wtedy już sobie nic nie kupisz.). Bogu zatem niech będą dzięki za siostrę i jej złote rady. Tyle radości w życiu dzięki nim mnie spotkało ha ha ha.

Nie żałuję też wielu innych rzeczy……

Moją dewizą jest: ”Lepiej grzeszyć i żałować niż żałować, że się nigdy nie grzeszyło!”

Grzeszyłam i nie żałuję- prawie niczego.

Tak wiele dobrego mnie spotkało, tak wiele osiągnęłam, za tak wiele jestem wdzięczna.

Czy mogłabym spokojnie umrzeć?

Tak!!!

Nie chciałbym tylko umierać w bólu- jak każdy pewnie.

Nie chciałabym też umierać w samotności, w szpitalu gdzieś na zimnym łóżku, na sali z dala od mojego z dala od bliskich, psa, domu na wsi i ogrodu….

Szczerzę czarnowidztwo?

Nie, po prostu mówię, jak jest.

Długo, długo byłam przekonana o tym, że dożyję tylko do 45 roku życia. Okazuje się, ze może nawet tak długo nie pociągnę- nie wiadomo co się stanie.

Ale taka świadomość- że będę żyła tak krótko- sprawiała, że żyłam z całych sił, doceniałam każdy dzień, realizowałam swoje cele i marzenia – te duże i te małe.

Dałam też życie dwóm innym istotom, a one na pewno przetrwają. I to jest najważniejsze w tym momencie!!!!

Ktoś by powiedział „mało optymistyczne podsumowanie tekstu”- pisać o swoich osiągnięciach w obliczu zbliżającego się końca. A ja powiem- „wręcz przeciwnie”. Bo oprócz strachu jest też paradoksalnie we mnie spokój wynikający z tego, że udało mi się zdobyć wszystko, co mogłam zdobyć i zrealizować wszystko, co byłam zdolna zrealizować. Gdybym miała swoje życie przeżyć drugi raz, to przeżyłabym je dokładnie tak samo.

To co?

Do zobaczenia w poniedziałek?

Nie wiem….być może…czas pokaże.

Zdrowia, spokoju i opanowania Moi Drodzy wam życzę.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Emilia Staszków

Makijaż: Anna Szlązak Studio Wizażu i Pielęgnacji