Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby tak , jak teraz, wstać o 3:00 w nocy i pisać tekst.

Natchnienie? Piękny sen, o którego fabułę musiałam koniecznie spisać?

Chciałabym….

Nie!!!

Po prostu poczucie obowiązku i konsekwencja!

Co by się stało, gdybym nie umieściła dziś tekstu?

No przecież świat by się nie zawalił.

A jednak!

Mówisz A powiedz B jeśli chcesz dojechać do Z.

W moim życiu „słomianych zapałów” było już zdecydowanie zbyt wiele (sprzedawanie ciuchów, robienie sesji fotograficznych i wszystkie te moje hobby, które pochłaniały ogromne zasoby finansowe, a nie generowały żadnych zysków) dlatego, tym razem postanowiłam nie dawać za wygraną i  nawet jeśli jest środek nocy, to ja piszę, bo tak postanowiłam. Podjęłam decyzję, że w tym przypadku tak szybko się nie poddam.

Myślę, że gdybym odpuściła sobie dzisiejszy tekst, łatwiej byłoby mi odpuścić sobie jutrzejszy, potem ten, który mam napisać pojutrze itd. Trochę to tak, jak z jedzeniem słodyczy- jak już w ciągu jednego dnia zjesz jakąś jedną słodką rzeczy, to wszystkie następne „wchodzą” o wiele łatwiej niż gdybyś w ogóle nie próbowała słodkiego rarytasu.

Dla mnie nie ma nic zaskakującego w sumie w tym, że jestem konsekwentna, ale wydaje mi się, że nauczyłam się takiej postawy.

W przypadku chorych na ChAD uparte dążenie do celu nie jest powszechne. Przeważnie mają oni tysiące zainteresowań, oczywiście miliony pomysłów i naturalnie bardzo niewiele ze swoich planów wcielają w życie. ”Słomiany zapał” jest dla większości z nas naturalny- chorzy zaczynają tysiące zajęć naraz, kupują drogie materiały niezbędne do wykonania danej czynności i porzucają ją.

Ja mam tak, że kiedy w mojej głowie zaczyna pojawiać się „zbyt dużo” dobrych pomysłów, bo „idzie mi na górkę”, to je spisuję i potem, kiedy jestem już w remisji, staram się po kolei je realizować.

Tak było chociażby w przypadku mojego wernisażu fotografii pt.: „Fotomania”.

Pomysł zorganizowania wernisażu zrodził się w mojej głowie w trakcie przebywania na terapii na oddziale otwartym w Poznaniu- byliśmy w jednej w poznańskich galerii sztuki na nowoczesnej wystawie. Miałam wtedy przyjaciela, z którym absolutnie wyśmialiśmy wystawę, ponieważ nie było na niej nic wartego uwagi. Ekspozycja składała się bowiem z wielkich obrazów na których nie było nic, oprócz ogromnego obrazu, na którym widać było jedna, ogromną pikselozę– błąd w fotografii. A do tego wszystkiego jeszcze młodziuteńki kustosz muzeum wymyślił taką filozofię, że śmiać nam się wszystkim chciało.

Wtedy podjęłam decyzję, że ja też zrobię wystawę, ponieważ mam super zdjęcia i mogę się po pierwsze nimi pochwalić , bo są estetycznie ładne a po drugie przedstawię to, w jaki sposób ja widziałam świat w manii.

I udało się- zrealizowałam taki wernisaż.

I tak- po nitce do kłębka.

Pomysł niby irracjonalny, marzenie, które innym mogłoby wydawać się jak „z księżyca” mnie udało się zrealizować.

Tak jest generalnie ze wszystkim czego bardzo mocno w życiu pragnę i co potrafię sobie wyobrazić. Gorzej , gdy cos chcę, ale nie wiem do końca co ha ha ha .

Robi się już coraz później, a właściwie coraz wcześniej.

Kończę ten tekst, bo może uda mi się „złapać „ jeszcze trochę snu.

Dziś przede mną ważny dzień i byłoby dobrze, gdybym jednak była wyspana.

Życzę wam wszystkiego dobrego Moi Drodzy- konsekwencji.

Miłego dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Julka Malecka (pochodzi z wystawy Fotomania