Cóż to takiego?

Kręcisz się ciągle wokół swojego dziecka?

Rano przygotowujesz mu śniadanko, ścielisz łóżko i układasz wyprasowane ubrania w szafie mimo, że Twoja latorośl ma już dziewiętnaście lat?

Jesteś więc helikopterowym rodzicem!

Poświęciłaś swoje „najlepsze lata” na prowadzenie domu i opiekę nad dziećmi?

To był sens Twojego życia? Oddałaś się temu bezpamiętnie?

A teraz, gdy Twoje dzieci opuściły już swój dom rodzinny w sercu czujesz ogromny ból, smutek i przerażającą tęsknotę.

Wiem, że zdajesz sobie sprawę, że to „syndrom opuszczonego gniazda”, ale co z tego, że masz tę świadomość. Niczego to nie zmienia. Ty i tak cierpisz.

Ja również mam dzieci- dwóch synów w wieku 6 i 13 lat.

Także opiekuję się nimi i dbam o ognisko domowe, żeby przypadkiem nie wygasło.

Jednak bardzo mocno akcentuję ogromną wagę obowiązków domowych, które moje dzieci muszą wykonywać. Bo przecież skoro potrafią zainstalować aplikację na telefonie, obsłużyć program graficzny i zalogować się na konto na facebook’u , to dlaczego nie miałyby umieć obrać marchewki, wyciągnąć naczyń ze zmywarki czy samodzielnie powiesić prania?

Oczywiście wszystkie zadania, jakie mają do wypełnienia są odpowiednio dobrane do ich wieku.

I co z tego, że kiedy proszę mojego starszego syna na przykład o umycie podłogi, słyszę , że „ok”, ale za pół godziny. Wzbiera we mnie wtedy całkiem niefajne uczucie. Jednak jesteśmy tak umówieni, że albo zrobi to , co ma do zrobienia wtedy, kiedy to obiecuje, albo ja wyciągam konsekwencje.

I faktycznie to robię!!!

Zabieram mu telefon, nie pozwalam na sobotnie spotkanie z kolegą (nie ma większej tragedii!!!) lub wymyślam dodatkową pracę.

U mnie też zawsze działało i nadal działa liczenie do trzech. Już przy „dwa” wszystko jest zrobione.

Nie zdarzyło mi się również, żeby moje dzieci robiły jakie sceny w sklepach. Daję do wyboru dwie rzeczy i liczę do trzech. Jeśli nic nie wybiorą, wychodzimy z pustymi rękoma!

Myślę jednak, że najważniejsze jest to, że i moje dzieci i ja mamy swoje zainteresowania.

Mój młodszy syn uwielbia budować z klocków, starszy trenuje zapasy, a ja….nie wiem w co mam najpierw ręce włożyć !!!!

Pomysłów i zadań mam tyle, że 24 godziny, to za mało!

Moje dzieci są bardzo samodzielne. Pozwalam im popełniać błędy, na których się uczą. Nie krążę wokół nich jak helikopter. Co nie znaczy, że ich nie kocham lub, że się nimi nie opiekuję. Po prostu daję  im przestrzeń. Miejsce i czas do tego, aby mogły nauczyć się same funkcjonować i indywidualnie poznać świat.

Myślę, że bardzo istotne jest również to, że moje dzieci znają wartość pieniądza. Nie spełniamy ich zachcianek na pstryknięcie palcem. Zbierają pieniądze na różne przedmioty, które planują zakupić.

Nie dostają wszystkiego od zaraz.

Każdy ma swój sposób na wychowanie swoich dzieci.

Każdy też jest dla swojego dziecka najlepszym rodzicem, jakiego jego syn czy córka mogą mieć.

Wszyscy popełniamy błędy wychowawcze. Nasi rodzice je popełniali i nasze dzieci też je będą popełniać. Najważniejsze jednak, żebyśmy nie przestawali kochać swoich dzieci.

Kochać miłością mądrą. Taką, w której jest miejsce na wolność i niezależność.

Miejsce na to, by oddać dzieci światu- bo do niego one należą.

Moje dzieci są jeszcze stosunkowo małe.

Nie musze się jeszcze z nimi żegnać.

Do wejścia w dorosłość zostało im jeszcze kilka, a nawet kilkanaście lat, ale jestem pewna , że dzięki temu, że mam swoje hobby, swoje zainteresowania i pasje , rozłąka z moimi pociechami nie będzie dla mnie aż tak bardzo bolesna.

A wy? Jak wychowujecie swoje dzieci?

Dajecie im odrobinę wolności czy tez śledzicie każdy ich krok?

Piszcie w komentarzach jakimi jesteście matkami/ojcami.

Dobrego dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Gerhard Gellinger