Jak ja kocham poniedziałki!!! Nowy tydzień, nowe wyzwania, nowa energia!!!!

A jeszcze bardziej uwielbiam nowe pomysły i projekty.

Zauważyłam jednak, że najlepiej mi wychodzi jak swoje plany pozostawiam za kurtyną niepewności i w formie niespodzianki. Gdy zbyt dużo mówię o swoich wizjach, to wszystko mi się rozłazi i przestaję działać. Jestem taka, że po prostu muszę iść  za ciosem, na fali płynąć tam, gdzie widzę mój cel.

A teraz właśnie taki cel mam znów przed sobą.

Czy się uda?

Nie wiem- to nie zależy tylko ode mnie, ale mam wielką nadzieję, że tak się stanie.

Wkładam ogrom pracy w to, co robię i jestem przekonana, że moje zaangażowania znajdzie odbicie w realnych działaniach.

Nie powiem wam zatem o co chodzi, żeby nie rozmieniać się na drobne.

Napiszę tylko,  że będzie to projekt jak najbardziej „EN VOGUE” czyli jakby ktoś nie znał francuskiego, to przetłumaczę – „na fali”.

Ja już jestem podekscytowana i z radością czekam na to, co się stanie za moją sprawą.

Ilość obowiązków, jakie teraz pełnię jest dość duża, dlatego kolejny projekt jest dla mnie naprawdę niezłym wyzwaniem, ale ja uwielbiam jak coś się dzieje.

Kocham tworzyć, kocham wymyślać, kocham działać.

Nie twierdzę, że nie lubię odpoczywać, myśleć o niebieskich migdałach czy po prostu się nudzić- pewnie, że mi to pasuje, ale na wszystko w życiu jest odpowiedni czas.

Ja teraz oprócz tego,  że przygotowuję się do moich „tajemniczych działań”, to jeszcze o dziwo- czekam na ciepłe dni. Bo już nie mogę się doczekać wiosny na moim grodzie.

Wtedy spokojnie będę mogła wypić sobie kawę na tarasie o 5:00 rano i posłuchać śpiewu ptaków (ja generalnie nienawidzę tego śpiewu wiosną, bo te ptaki tak, napie…lą, że spać nie mogę , jednak w tym roku wiosny wyczekuję naprawdę z niecierpliwością), poczuć delikatne promienie słoneczne na skórze i spokojnie, niespiesznie zacząć każdy dzień.

Moja wieś jest moim azylem, moim miejscem, gdzie się wyciszam, gdzie znajduję spokój i równowagę tak ważną, gdy usłyszało się diagnozę ChAD (Choroba Afektywna Dwubiegunowa). Bo nie oszukujmy się taki stan, gdy ma się tysiąc pomysłów na minutę, gdy się tworzy bez pamięci może być bardzo niebezpieczny jeśli nie zachowa się umiaru. Ja ten balans próbuję utrzymać. Na wsi jest mi zdecydowanie łatwiej niż gdybym mieszkała w mieście, gdzie zewsząd otaczają mnie czynniki, które mogą być pobudzające. Bo na przykład kiedy jestem w lekkim stanie przedmaniakalnym, to zauważam swoją wzmożoną gadatliwość i wtedy bardzo trudno mieszkając w mieści jest się oprzeć pokusie, by nie spotkać się z kimś i gadać, gadać, gadać…..a w ten sposób się po prostu rozkręcam. Na wsi nie mam z kim gadać i już. A przynajmniej jest mi trudniej, bo kogo mam zaczepiać- grusze, jabłonie czy świerki?

Dla mnie w ogóle wiele rzeczy, które znajdują się w mieście bywa mocno stymulujących szczególnie wiosną. Pewnie nie jesteście w stanie sobie tego wyobrazić, ale zwykła sygnalizacja świetlna wczesnym wieczorem, po wiosennym deszczu daje mi tak po oczach,  że właściwie powinnam po zmroku jeździć w okularach słonecznych.

Tak samo jest z kwiatami- kiedy nagle wybuchnie roślinność swoimi odmiennymi, ostrymi dla mnie barwami czuję jakbym była na dyskotece, gdzie świeci tysiąc stroboskopów. Nie wspominając już o szybkich przeskokach temperatur- no nie nawiedzę.

Biorąc pod uwagę wszystkie te niesprzyjające wiosną warunki, dla mnie, jak się domyślacie, ten okres, to czas wzmożonej uwagi. Z tego też powodu robiąc cokolwiek muszę być bardzo ostrożna, żeby „się nie rozkręcić”. W związku z tym projekt, który planuję wdrożyć w życie , staram się przygotować maksymalnie już teraz póki jeszcze zima trzyma.

Więc popier….lam jak dziki dzik.

Jestem pewna,  że efekty mojej pracy będziecie mogli zobaczyć już całkiem niedługo.

Ufam, że mnie w nich wesprzecie, choć planuję, coś, co nieco będzie odbiegać od tematyki tego bloga.

Życzę wam wspaniałego początku tygodnia i rewelacyjnej jego kontynuacji.

Wszystkiego dobrego.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Elias Sch