PRAWDA WAS WYZWOLI

PRAWDA WAS WYZWOLI

Każda historia jest inna

INACZEJ 

PRAWDA WAS WYZWOLI

,, Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” Jana 8:32

Na dolegliwości serca, reumatyzmu, czy tarczycy, nikt nie wstydzi się narzekać, ale już o chorobach mózgu ,, zapominamy”.

Problemy psychiczne są lękiem, bo zbyt długo nie były zrozumiane. Lęk zaś jest niebezpieczny, bo z lęku właśnie rodzi się agresja.

Właśnie dlatego, wielu przyjmuje cyniczną postawę kawałów o wariatach. To tak, jakby choroby mózgu były czymś śmiesznym, a choroby serca smutnym…

Wielu naukowców ma nadzieję, że kwestia zgłębienia umysłu jest tak złożona, że nigdy nie da się jej zgłębić.

Choć Prawda ma nas wyzwolić, istnieje jakaś wewnętrzna bariera, chroniąca nas od zbyt głębokiego wniknięcia w nasz umysł. Może dlatego, że jeszcze nie jesteśmy na to gotowi?…

Nowe obszary naukowe nie powstają dlatego, że ktoś chciał je zdefiniować. Powstają, ponieważ różne grupy badaczy dostrzegają wspólne tematy do dyskusji. Niejako każda z tych gałęzi dochodzi do miejsca w swoich poszukiwaniach, które przyznaje, że to, co właśnie odkryto, zawsze tam było…

Całkiem niedawno, w wyniku integracji pokrewnych obszarów badań nad ludzkim umysłem powstała nowa grupa, którą nazwano nauką o poznawaniu, lub kognitywistyką ( od łac.kognitio: wiedza). Ta nowa gałęź nauki wnosi realną perspektywę zrozumienia umysłu ( przynajmniej na poziomie możliwości ówczesnego człowieka).

Wydaje się, że nie ma nic ważniejszego od poznania samego siebie, czyli funkcjonowania umysłu, bo tylko z takiego poziomu potrafimy współistnieć z innymi. Nasze poglądy, wierzenia i wyobrażenie o świecie jest wynikiem funkcjonowania układu nerwowego, którego funkcją jest UMYSŁ.

Wielu moich klientów wie, że chce CZEGOŚ bardzo, ale nie zawsze wie CO to jest.

To COŚ, to poczucie wewnętrznego spokoju, stanu umysłu, który wpływa na poczucie szczęścia, lub jego brak.

Nie ma innej drogi budowania relacji zewnętrznych w pracy i życiu prywatnym, oprócz drogi rozumienia własnych emocji.

O emocjach właśnie będę tu dużo pisać, starając się pomagać Tobie rozumieć – Twoje COŚ.

Bo jeśli NIC nie zmienisz, NIC się nie zmieni.

Beata Kotleszka

METAPOZYCJA… Twojego życia.

METAPOZYCJA… Twojego życia.

Każda historia jest inna

INACZEJ 

METAPOZYCJA… Twojego życia.

Moi klienci ( nie lubię tego słowa) zastępuję je: podróżnicy.

Moi podróżnicy otrzymują na koniec procesu rozwojowego metaforę ich życia.

 

 

oto jedna z nich ( za zgodą…podróżnika;))

– dziękuję Janku 

 

 Było sobie Samotne Drzewo.

Potężne i dumne.

Samotne drzewa, jeśli w ogóle rosną, to rosną bardzo silne.

 

Samotne Drzewo było wdzięczne i kochało Rzekę, która płynęła obok.

 

Rzeka karmiła jego korzenie miłością, honorem i wiarą.

Samotne Drzewo wzrastało w wartościach Rzeki.

 

Mijały lata i Samotne Drzewo widziało łąki ukwiecone i zmarznięte pola.

I przyszły wiatry i smagały Drzewo, namiętności duchem, by 

 deszcze żalu zimne studziły Drzewo potem…

A i mgła szara wpadała, woalem pijana

od czasu do czasu, jak gość nieproszony.

 

Rzeka była wierna własnemu nurtowi 

i któregoś dnia

popłynęła dalej…

 

Samotne Drzewo od tamtej pory, było jeszcze bardziej samotne.

 

Rozwiane własnym żalem, Samotne Drzewo nie poczuło jak Słońce ciepłem je otula.

Słońce widziało więcej, wszak wyżej było…

 

Pewnego dnia, najniespodziewaniej przyleciał Ptak, 

co skrzydła miał połamane oba.

Ptak poczuł się bezpiecznie w konarach Samotnego Drzewa,

a  Słońce widziało ich oboje…

 

Ptak skrzydła rozprostował, bo ciepło spowiło rany i tkliwie przytulony do gałęzi Samotnego Drzewa śpiewał o miłości, bo strach był pokonał.

 

Ale Samotne Drzewo nie usłyszało i Ptak odleciał.

 

Słońce obudzone zdziwieniem obojga, zadumane pochyliło się nad… nieutuleniem.

 

Wszak widziało więcej, bo wyżej było..

 Beata Kotleszka 

METAPOZYCJA...Twojego życia.

LISTOPADOWE ROZWAŻANIA WARSZAWIAKA

LISTOPADOWE ROZWAŻANIA WARSZAWIAKA

Każda historia jest inna

INACZEJ 

LISTOPADOWE ROZWAŻANIA WARSZAWIAKA

Poprzednio opisałem Wam sytuację, która bardzo mnie poruszyła. W niej, jak w kropli wody przegląda się nasza rzeczywistość, nasz stosunek do osób, które uważamy za nas samych, do osób które uważamy za obce, przysłowiową polską tolerancję do innych, jak również kompletny brak empatii.

Gdy 11 listopada spotkałem się z przyjaciółmi wśród których była osoba przeze mnie opisana i pozwoliłem sobie na wspomnienia, iż jego przeżycia stały się kanwą mojego krótkiego eseju wpadł w przerażenie. Fakt że ktoś w naszej pięknej Ojczyźnie mógłby w opisywanej osobie go rozpoznać szalenie go zdenerwował pomimo tego, że to on był ofiarą. Nawet moje zapewnienia, iż nie podałem jego danych niewiele go uspokoił.

Każde  z Państwa możecie wyciągnąć swoje wnioski, lecz w moim pojęciu nie są one budujące. Lubimy porównywać się do innych lecz nie w celu nauki czy uświadomienia sobie własnych błędów, lecz by utwierdzać się w przekonaniu, iż jesteśmy narodem wybranym. Nic bardziej mylnego.

Organizatorzy  marszu  w Kaliszu próbowali udowodnić, że istnieje tylko jeden naród wybrany i jesteśmy nim My. Jest to smutne dla człowieka który pamięta te hańbę, jaką był rok 1968 i studiował na Uniwersytecie, który musiało opuścić wiele sławnych postaci polskiej nauki.

Te smutne refleksje są zapewne związane z ponurą listopadową aura oraz  ze Świętem Niepodległości. Zawsze pamiętam, iż jednym z pierwszych faktów kojarzonych z wolną Polską było zamordowanie pierwszego Prezydenta po obrzydliwej miedzy innymi antysemickiej nagonce.

Ponieważ jestem Warszawiakiem i mam grób rodzinny również na Powązkach widzę nieraz, szczególnie w Święto Zmarłych, że na grobie zabójcy jest więcej dowodów pamięci niż grób ofiary.

Antysemityzm w naszym kraju, gdzie Żydzi zostali wymordowani lub wypędzeni, jest swoistą aberracąa umysłową ludzi, którzy budują własną tożsamość przez wrogość do innych.

Moje rozważania nie są tylko marudzeniem starszego pana  lecz maja ukazać jak reagujemy na wszystko co odbiega od tego, co uważamy za normę lub właściwe. Społeczeństwo taki jak nasz Karl Raimund Popper w swojej słynnej książce nazywa zamkniętymi. Niezdolność do zmian (wide. antysemityzm ale jest tego dużo więcej np.LBTG ) wkrótce zepchną Nas na obrzeża świata, początki tego procesu już widać.

Piszę to wszystko dlatego również, że podobne zjawisko dotyczy ludzi niepełnosprawnych- w tym po kryzysach psychicznych. To nie przypadek że ludzie już całkowicie zdrowi wolą spotykać się osobami o podobnej historii, łatwiej się otwierają, gdyż wiedzą że nie będą osądzani albo traktowani z lękiem lub pogardą ale, że mogą liczyć na pomoc i wsparcie. Będzie to cel kolejnych rozważań.

Na marginesie chciałbym zachować formę takich krótkich eseji, nazwa jest stosunkowo świeża gdyż ma niecałych 500lat, a wprowadził go Michel de Montaigne  w swoich „Próbach’ z których ja zapożyczyłem kwestie, że najważniejszy jest zdrowy rozsadek gdyż tylko on może nas ustrzec od wszelkiego fanatyzmu .CDN.

Autor: Tomasz Dejdo

Fot.: Henryk Niestrój

LISTOPADOWE ROZWAŻANIA WARSZAWIAKA

BEZDUSZNY ABSURD

BEZDUSZNY ABSURD

Każda historia jest inna

INACZEJ 

BEZDUSZNY ABSURD

Chciałem pociągnąć temat nudy, gdyż można dywagować na jej temat w nieskończoność, jednakże wydążyło się coś z czym chciałbym się z Wami podzielić.

Mam Przyjaciela Wietnamczyka mieszkającego w Polsce od prawie czterdziestu lat, mgr. Uniwersytetu Warszawskiego. Żona i syn, którego czasem możecie zobaczyć w telewizji, też Absolwent polskiej uczelni, wszyscy mają obywatelstwo polskie, a on również emeryturę gdyż przez ponad dwadzieścia lat  był tłumaczem licznych państwowych instytucji. Włada językiem polskim w mowie i piśmie lepiej niż większość Polaków.

Ten przydługi wstęp jest potrzebny byście lepiej zrozumieli dalsze wydarzenia.

W tygodniu przed Świętem Zamarłych, około godz.08:00 zasłabł w sklepie spożywczym. Personel zaopiekował się nim i wezwał pogotowie. Przyjaciel jest po bardzo poważnym wylewie co widać. Pogotowie przyjechało po 40 minutach ale to drobiazg. Został przewieziony na SOR jednego z większych Warszawskich szpitali. Tam praktycznie bezczynnie na krześle trzymano go do godziny 24:00, gdy przewieziono go do szpitala na ul.Banacha. W tym czasie nie dostał nawet szklanki wody o herbacie czy jedzeniu nie wspominając. Personelowi trudno było pojąć, że jest Obywatelem Polskim, jest ubezpieczony, a nawet to, że rozumie co o nim mówią.

W nowym szpitalu było jeszcze lepiej. Powtórzyły się wszystkie zdarzenia z poprzedniej jednostki, ale zostały wzbogacone o nowe elementy takie jak wyciagnięcie z jego piterka z dokumentami pieniędzy gdy oddał  go na czas badania EKG sanitariuszom.

Ukoronowaniem tej historii jest jednak zwolnienie go ze szpitala o godzinie 02:00 w nocy bez zatroszczenia się co ten starszy schorowany człowiek ze sobą zrobi. Nie muszę dodawać, że mieszka w innej dzielnicy niż szpital, z którego się go pozbyto.

Dla tych ,którzy nie znają Warszawy przypomnę, że jest to rozległe miasto, a poruszanie się komunikacją nocną jest kłopotliwe i skomplikowane nawet dla zdrowego człowieka. Litościwy taksówkarz zawiózł go do domu i poczekał aż żona zniosła zapłatę za kurs.

Dlaczego Was zanudzam ta banalna historią.

W niej jak w kropli wody, widać wszystkie nasz problemy jako społeczeństwa jak również problemy naszej służby zdrowia. Rzuca się w oczy przede wszystkim brak empatii, co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę wyniki badania poparcia dla murów na granicy. Ostatni taki mur stal w Berlinie i jego zburzenie jest do dzisiaj świętowane.

Myślę, że w szpitalach psychiatrycznych takie zachowanie personelu ,średniego i wyższego  jest niemożliwe. Ja się z czymś taki nie spotkałem.

Osobnym problem jest obce pochodzenia pacjenta.

W Instytucie, w którym byłem, była tylko jedna osoba nie będąca Polką, a ja bylem jedyną osoba która utrzymywała z nią kontakt. Miała schizofrenię o dość ciężkim przebiegu i być może to odstręczało od niej, gdyż była Europejką i wyglądała jak wszyscy łącznie ze znajomością języka .Dla mnie zawsze była miła i uprzejma, wdzięczna za okazywane zainteresowanie, mająca wiele do opowiedzenia.

I tym optymistycznym akcentem kończę. CDN

Autor: Tomasz Dejdo

Fot.: zibik

BEZDUSZNY ABSURD
BY SIĘ JUŻ NIE OBUDZIĆ

BY SIĘ JUŻ NIE OBUDZIĆ

Każda historia jest inna

INACZEJ 

BY SIĘ JUŻ NIE OBUDZIĆ

Czuję się jak w zamknięciu z zawiązaną opaską na oczach.

Jest ciemno, słyszę swój oddech i kropelki potu na czole.

Słyszę kroki gdzieś w oddali ale nie czuje niczego.

Chcę nie żyć.

Leki, które do tej pory ratowały, nie pomagają.

Chcę zasnąć i się już nie obudzić.

Ratuje mnie praca, ale to i już nie pomaga.

Świat, który do tej pory był dla mnie przychylny stał się nie do wytrzymania.

Czekam tylko wieczora by schować się pod koc, móc płakać i rozmyślać jak skończyć życie.

Świat stał się czarny, nie ma kolorów.

Jedynie mój cień stał się bardziej wyraźny jakby chciał pokazać że zaraz ode mnie ucieknie.

Anioł Stróż płacze nade mną bo boi się że znowu spróbuję odejść.

W głowie liczę ile tabletek a nóż ile opakowań będzie potrzebnych by się już nie obudzić.

W moim sercu ciepło zamieniło się w kostkę lodu.

Chcę uciec by nie czuć tego bólu że nikt nie jest w stanie mi pomóc.

RATUNKU!!!

Świat jest nieobliczalny.

Zrobisz jeden nieudany krok i zgliszcza Cię dopadną. Nawet nie zauważysz jak Cię będą doganiać by spojrzeć za siebie że już są krok od Ciebie.

Czerń zabiera resztkę kolorów z serca. Serce, które było pełne miłości teraz jest jedynie popiołem.

Marzenia stały się jedynie cierpieniem i potężnym bólem bo wiem, że nie zdołam ich osiągnąć.

Świat, który był piękny stał się pociskiem wystrzelonym z broni.

Czy to już KONIEC?

Chciałabym żeby tak było, jednak tak nie jest.

Trzeba żyć.

Choćby nie dla siebie to dla innych. Dla uśmiechu, dla obecności którym sprawiam innym.

Bo wiem, że jestem wartościową osobą i wiele osób nie poradziłoby beze mnie.

Świat by się dla nich skończył….

Autor: Paulina Kinga Barańska

Fot.: Free-Photos

LAWINY ŁEZ

PO DRUGIEJ STRONIE KRAT CZ.V

PO DRUGIEJ STRONIE KRAT CZ.V

Każda historia jest inna

INACZEJ 

PO DRUGIEJ STRONIE KRAT CZ.V

Nuda, jak wcześniej  wspomniałem może mieć charakter motywacyjny, a może być elementem szalenie destrukcyjnym.

Z moich obserwacji wynika, że osoby stosunkowo młode gorzej ją znoszą i dlatego większość zajęć jest adresowana do nich.

Nie będę specjalnie odkrywczy jeżeli dodam, że duży wpływ na nastrój i odczuwanie nudy miał fakt, co czekało na nich poza murami Instytutu. Część nie miała do czego wracać co nie poprawiało im nastroju na cześć czekały pilne sprawy, współmałżonkowie, dzieci. Problem bezdomności pacjentów nie był w Instytucie lekceważony i stanowił jeden z ważnych elementów terapii.

Dbano również o zapewnienie środków na utrzymanie po zakończeniu leczenia w systemie zamkniętym.

System pomocy społecznej jest dosyć ubogi i niewystarczający, a o pomoc trudno niemniej byłem świadkiem, że niekiedy udało się pomóc.

Myślę, że stopień zaangażowania i świadomość, że leczenie kryzysów psychicznych jest procesem długotrwałym, a niektóre schorzenia dożywotnie powodował, iż problemy bytowe zajmowały tak ważna rolę w procesie zdrowienia.

Myślę, że ten stopień zaangażowania wyróżnia szpitale psychiatryczne od ogólnej służby zdrowia .

W Instytucie, ponieważ jest rejonizacja, niektórzy pacjenci trafiają cyklicznie np. przy chorobie dwubiegunowej lub z powodu zaprzestania brania leków przy schizofrenii lub depresji uznając, że są już wyleczeni i nie muszą tego robić.

Jest to złudzenie wywołane pragnieniem zapomnienia o chorobie, ale też efektami ubocznymi brania leków.

Są przez personel traktowani, jak starzy znajomi- stosunki bez mała rodzinne.

Uważam, że to również stanowi znaczącą różnicę z ogólną służbą zdrowia.

Personel w  Instytucie miał świadomość, że może się spodziewać powrotu swoich podopiecznych w przyszłości.

Znalem młodego człowieka, który powracał kilkanaście razy, a może kilkadziesiąt, był na szczęście wyjątkiem, bardzo mu współczułem.

Wracajmy jednak do tego, co jest tematem przewodnim tj. nudy.

Obiecałem Julii, że nie będę poruszał spraw palaczy, gdyż uważam ten temat za zbyt oklepany. Jednakże pisząc o nudzie w szpitalu nie sposób go pominąć.

Mam wrażenie, że wspólne palenie jest głównym sposobem spędzania czasu u palaczy, a rozmowy: „Czy masz fajkę?” wypełniały im życie.

Zazdrościłem im, gdyż mimo, że pochodzę z rodziny palaczy sam nie pale.

Przychodziłem pod dziwi palarni i patrzyłem tęsknie, ale ten tytoniowy zaduch skutecznie mnie odstraszał przed chęcią wstąpienia. Mimo, że sam nie palę, to dla osób palących pozbawienie możliwości dymka byłoby dodatkowym stresem.

Takie przymusowe odzwyczajanie szczególnie dla osób neurotycznych, a takich była większość, mogło mieć bardzo negatywne skutki dla wielu pacjentów i chociaż z tego co wiem nie był to proceder popierany,  to jednak go tolerowano. To też różniło Instytut od innych szpitali.    

 

Autor: Tomasz Dejdo

Fot.: Basil MK z Pexels   

PO DRUGIEJ STRONIE KRAT V