„Bo jak śmierć, potężna jest miłość,

a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol.

Żar jej to żar ognia, płomień Pański.

Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości,

nie zatopią, nie zatopią jej rzeki. … „

Co mnie wzięło?

Walentynki za pasem?

Nie Moi Drodzy, to wcale nie z okazji zbliżającego święta zakochanych na myśl przyszedł mi tekst tej pięknej pieśni.

Różne rzeczy w życiu robiłam….

Między innymi śpiewałam też w kościelnym, młodzieżowym chórze zwanym scholą.

Często miałyśmy okazję brać udział w różnych ślubach i tą właśnie pieśń śpiewałyśmy podczas mszy.

Dla mnie to wspaniałe wspomnienie – do dziś , gdy słyszę melodię i słowa tej pieśni w oku kręci mi się łza.

No właśnie i ostatnio nie tylko łza mi się zakręciła w oku, ale też wielki ich strumień popłynął po moich obu policzkach.

Oto bardzo bliska mi osoba stanęła przed ołtarzem.

Gdy wchodziła do kościoła prowadzona przez swojego ojca, który za chwilę miał ją oddać pod opiekę innemu mężczyźnie, nie mogłam już opanować wzruszenia.

Pamiętam, gdy kobieta teraz stająca w obliczu Boga miała się narodzić.

Z jaką niecierpliwością wyczekiwałam tego dnia, kiedy w końcu przyjdzie na świt.

Ja bardzo się cieszyłam, gdy ją po raz pierwszy ujrzałam!!!

Jak jej wycierałam pupę i gdy się z nią bawiłam.

Przypominam sobie jej radość, gdy z każdej zagranicznej podróż przywoziłam jej piękny prezent oraz to, że nie raz, gdy już osiągnęła dorosłość rozmawiała ze mną na trudne, nurtujące ją tematy.

A teraz?

Teraz staje przed obliczem Pana i przysięga „miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci…”

Zatem nie tylko ojciec oddaje ją w ramiona innego mężczyzny, ale też wszyscy Ci którzy ją wychowali, którzy o nią dbali i którzy się o nią troszczyli.

Od tego momentu jako dorosła kobieta wchodzi tak naprawdę w dorosłe życie.

Nie ma już trzymania się maminej spódnicy i opierania się na ramieniu tatusia.

Teraz najważniejszy jest ON i ONA.

Tych dwoje, którzy przeciągali sobie przed ołtarzem tak wiele.

Czy dzisiaj zadajemy sobie sprawę z tego, co przyrzekamy w obliczu Boga?

Że te słowa wiążą nas do śmierci?

Myślę, że wielu ludzi „zostawia sobie otwartą furtkę” asekurując możliwością rozwodu.

Wyjdzie, to wyjdzie. A jak nie, to przecież zawsze można się rozstać.

Takie podejście trochę mnie przeraża.

Skoro składa się sobie przysięgę przed Bogiem, w którego się wierzy  i uświęca się ją przyjęciem Jezusa do swojego serca, to dlaczego później z taką lekkością podejmuje się decyzję o rozwodzie?

Myślę, że dzieje się tak dlatego, bo tego Jezusa, który był w kościele podczas zaślubin później w związku już po prostu nie ma.

A kiedy brakuje wiary i miłości brakuje też poczucia bezpieczeństwa i wzajemnego szacunku.

To wszystko sprawia, że małżeństwo się wypala i nie jest w stanie przetrwać próby czasu – nie ma tego, co może je scementować- sprawić by było silne.

Jednak nie taki wydźwięk miał mieć mój tekst.

Miał on być pozytywny i wzruszający.

Dlatego właśnie chcę życzyć Wszystkim, którzy są dopiero na początku swojej drogi w związku, aby się wzajemnie szanowali i słuchali uważnie siebie nawzajem.

A tym, którzy mają już za sobą już dłuższy staż, aby się nie poddawali- chociaż bywa trudno warto dbać o siebie nawzajem i ofiarować sobie szanse. Nawet jeśli jest to już któraś z kolei.

Wszystkiego dobrego – pięknego dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD.

Fot.: StockSnap

2
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x