Przyznam się wam do czegoś.

Ale nie mówcie nikomu, bo to tajemnica.

Generalnie, to ja w ogóle prawie nie czytam blogów.

Zakładając ten blog moje jedyne doświadczenie w czytaniu blogów łączyło się ze śledzeniem pięknego bloga prowadzonego przez Katarzynę Tusk i mojego ukochanego Jacka Kłosińskiego i to wszystko.

No dobra potem jeszcze troszkę sobie „poskakałam” to tu, to tam.

Ale wczoraj przyjrzałam się nieco dokładniej różnym blogom i naszła mnie taka refleksja, że te najpopularniejsze, największe i najlepiej pozycjonujące się blogi naszpikowane są nachalnymi reklamami, przez które prawie nie da się czytać spokojnie tekstu. Niestety dzięki temu zarabiają, a ja?

Pozostawiam tę kwestię bez komentarza.

Wybierając jednak między komfortem odbioru, a działaniem skierowanym jedynie na trzepanie kapuchy wybieram zdecydowanie dobre samopoczucie moich odbiorców i to, ze nie czują się jakbym wciskała im co chwilę produkty, z którymi nie mam nic wspólnego.

Kasa i tak do mnie KIEDYŚ przyjdzie.

(Oby prędzej niż później ha ha ha.)

„Przechadzając się” po innych blogach znalazłam bardzo ciekawy, może nieco „oklepany” temat, ale postanowiłam, że ja również wypowiem się w tej kwestii.

O co chodzi?

A no o wiek!!!

Troszkę już o tym pisałam, że czuję się teraz w pełni sił witalnych.

Ale nie wiem czy wspomniałam dokładnie, że zbliżam się nieuchronnie do czterdziestki- no bliżej mi niż dalej do tego magicznego wieku.

Co ja sądzę na ten temat?

Myślę, że to jest bardzo ciekawa kwestia.

U mnie tak się złożyło, że swoje trzydzieste urodziny połączyłam z… zamążpójściem. Początkowo planowałam huczną imprezę urodzinową w ogrodzie moich teściów – skończyło się na pięknym, plenerowym ślubie- tak, w ogrodzie moich teściów.

Naprawdę był to przepiękny ślub.

Może mówię tak dlatego, że to był mój ślub i nie jestem obiektywna, ale wyobraźcie sobie ostatni dzień czerwca, wspaniały ogród, namiot dla gości przystrojony dodatkami w kolorze fuksji, bo tego koloru miałam sukienkę (w tej właśnie chwili skojarzyłam ten fakt ha ha ha). Ja w wielkim, czarym kapeluszu i goście, którzy mogli spokojnie przechadzać się na łonie natury zamiast siedzieć w zamkniętej, klimatyzowanej sali. A gdy zapadł zmrok wszyscy na bosaka tańczyli na trawie w rytm muzyki puszczanej przez DJ’a.

Mi się tam podobał, inni też wyglądali na zadowolonych.

Dwa dni później pojechaliśmy w podróż poślubną do Słowenii nad jezioro Bled, gdzie było wspaniale, a potem jeszcze zahaczyliśmy o Chorwację- jest co wspominać.

Dlaczego wyszłam za mąż w wieku 30 lat- żeby nie zostać „starą panną”.

Na serio?

Tak , chyba trochę na serio.

Bo singielki mieszkają w dużych miastach, a ja na prowincji byłabym tylko zwykłą „starą panną”.

Nie wiem czy znacie serial „Miranda”- jeśli nie to koniczynie obejrzyjcie na YouTube- świetnie się wtedy wpisywał w realia z tamtych czasów.

Za dwa lata będę obchodzić czterdzieste urodziny i również wyprawię wielkie przyjęcie pod pretekstem dziesiątej rocznicy ślubu (czujcie się zaproszeni ha ha ha).

Czy magiczna czterdziestka coś znaczy?

Oczywiście, że TAK.

Nie twierdzę, że dokładnie w dniu czterdziestych urodzin w głowie kobiet przełącz się jakiś guziczek i nagle stają się innymi ludźmi, jednak obserwując moje koleżanki i inne dalsze dla mnie niewiasty widzę, że gdy zbliżają się do tego wieku, w ich świadomości coś się zmienia.

Często zaczynają myśleć o tym, żeby podążać za swoją pasją, zrezygnować z pracy na etacie, otworzyć własną działalność itp., itd.

I bardzo dobrze!!!

Uważam, że ten wiek jest przepiękny- już nie podlotek, jeszcze nie starucha.

Świat stoi otworem- trzeba tylko wykorzystać pojawiające się możliwości.

A poza tym z moich obliczeń wynika, że stosując się do teorii 10 000 godzin (jeśli coś robisz tak długo, to stajesz się mistrzem w tej dziedzinie) jeśli ktoś od dziecka poświęcał się czemuś chociażby godzinę dziennie, to właśnie w wieku lat czterdziestu staje się mistrzem w tej kwestii.

I fajnie jest kiedy dana osoba zda sobie z tego sprawę i to wykorzysta.

Bo nie ważne co robisz i jaką masz pasję – jeśli robisz to od dawien dawna i kochasz to co robisz, to uwierz mi jesteś doskonała w swoim fachu. Nie bój się rozwinąć skrzydeł. Czterdzieści lat to najwspanialszy moment, by zacząć prawdziwie żyć.

Tak, tak, tak…

To najlepszy moment pod warunkiem, że….

Tak, jak ja urodziłaś dzieci dość wcześnie…

Czyli gdzieś tak w wieku dwudziestu paru lat.

Jeśli natomiast na macierzyństwo zdecydowałaś się grubo po trzydziestce, to niestety, albo na szczęście, Twoja cała energia, czas i uwaga skierowana jest na Twoje dzieci.

To wspaniale, że zdecydowałaś się na założenie rodziny.

Ale szczerze?

Szkoda, że tak późno.

Bo można wybrać dwie opcje albo kariera przed, albo kariera po.

I w sumie obie opcje są ok. Tylko, że widzę sama po sobie jak wyglądało moje macierzyństwo gdy byłam jeszcze dwudziestolatką, a jak po trzydziestce.

Zegara biologicznego nie oszukamy!!!

Kiedy widzę moje znajome ze sznureczkiem malutkich dzieci wokół siebie to niestety stwierdzam,  że nie chciałabym być na ich miejscu.

Kocham dzieci, nawet nie swoje też, ale wiem, że na ten moment nie miałabym już siły i cierpliwości by niańczyć maleństwo.

Natomiast mam dosyć sił, motywacji i energii, by dążyć do celów, które sobie wyznaczam.

A są one coraz śmielsze.

Dzisiejszy czterdziestolatek z pewnością różni się o tych, których widziałam w moim dzieciństwie.

Dlaczego?

Z prostego powodu- oni byli starzy!!! A ja nie jestem ha ha ha.

Pamiętacie co w wieku dziesięciu lat myśleliście o swoich wujkach i ciociach czterdziestolatkach?

Albo jaki obraz kształtował serial „Czterdziestolatek”?

Dziś czterdziestolatek jest wysportowany, odżywia się zdrowo i odnosi sukcesy w życiu zawodowym i osobistym.

No i właśnie- tego wam życzę Kochani- żebyście byli zdrowi, dbali o siebie i odnosili sukcesy w życiu zawodowym i osobistym.

Opowiedzcie proszę w komentarzach, co wy sądzicie o swoim wieku?

Czy jesteście zadowolone z miejsca w którym dziś jesteście i decyzji , które podjęliście?

Czekam na wasze komentarze.

Życzę wam wspaniałego dnia.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Gabriela Kaczmarek (moje zdjęcie ślubne)