Przedstawiam Wam dzisiaj Moi Drodzy osobę dla mnie niesamowitą, bo określenie „niebanalna” raczej nie do końca tu pasuje.

Dlaczego Agnieszka Flisikowska jest dla mnie taka niezwykła?

Jestem na 100% pewna, że „pociąga” mnie w jej osobie to, czym się zajmuje. W jaki sposób o tym mówi, a mówi z ogromną pasją i zaangażowaniem oraz to, że jest mi z nią bardzo „po drodze”.

Bohaterka mojego dzisiejszego wpisu jest bowiem Psychotraumatologiem oraz pracuje jako Konsultantka Społecznej Linii Wsparcia.

Temat traum, szczególnie tych z dzieciństwa oraz tych, które przeżyli nasi przodkowie, a które cały czas mają wpływ na nasze życie, jest dla mnie kwestią niezwykle interesującą.

Dlatego właśnie rozmowa z Agnieszką była dla mnie wspaniałym  czasem, w trakcie którego mogłam posłuchać o tym, co naprawdę jest dla mnie szalenie ciekawe.

Podczas wywiadu padło bardzo niewiele informacji na temat tego, kim jest moja rozmówczyni, bo cała konwersacja toczyła się właśnie wokół tematu traum z dzieciństwa oraz tego jak stać się dojrzałym człowiekiem.

Szczerze?

Nie wiem nawet czy Agnieszka ma męża i dzieci, bo tak wciągnęły mnie omawiane kwestie, że nawet nie zdążyłam i jakoś tak naturalnie zapomniałam o to zapytać.

Jednak myślę, że jest to prywatna kwestia mojej rozmówczyni i w przypadku tego tekstu nie gra ona najważniejszej roli.

Najbardziej istotne, według mnie, jest to, co zostało powiedziane właśnie na temat codziennych obszarów pracy bohaterki mojego dzisiejszego tekstu.

Droga Agnieszki do tego, by stać się psychotraumatologiem zaczęła się od tego, iż była ona przez dziesięć lat coachem biznesu.

Pracując w tym zawodzie cały czas zdawała sobie sprawę, że przed zmianą „czai się COŚ więcej” jednak jej ówczesna wiedza nie dawała jej odpowiedzi na to, co to jest.

Zaczęła więc zgłębiać tematy psychologiczne i psychotraumatologiczne.

Rozpoczęła pracę z kobietami- takimi, które przeszły w swoim życiu przez różne trudne doświadczenia. Takie, które już jako dorosłe, nosiły cały czas „kamień” z dzieciństwa.

Tym głazem mogło być wspomnienie doświadczonej przemocy, nadużyć seksualnych czy obecnych problemów w związkach.

Wspomniałam, że moja rozmówczyni zajmuje się również pracą nad tym, co ujawnia się w związkach.

Sama nazywa to „nieklikaniem” czyli stara się odpowiedzieć na pytanie dlaczego w związkach często „nie klika”?

Ale nie tylko.

Jak twierdzi różne sytuacje, które nam się „przydarzają” zawsze są „o czymś”.

Związki przemocowe w pracy- są „o czymś”.

Problemy w przyjaźniach- są „o czyś.”

Wszelkie nasze niepoukładane sprawy- „są o czymś”.

Często kryją się za nimi traumy- traumy z dzieciństwa.

I choć dzisiaj często nadużywa się terminu „trauma” zupełnie je trywializując mówiąc np. ”Ale mam traumę, bo spóźniłem się na autobus”, to pamiętajmy, że często również bagatelizujemy te doświadczenia, które traumami były, a takie właśnie trudne przeżycia z naszej przeszłości mogą rzutować na całe nasze obecne życie.

Agnieszka podkreśla fakt, iż nadal mało dostępna jest wiedza o tym, jak ogromną wpływ ma np. na przyszłe losy córki „zimna”, odległa emocjonalnie matka.

Zdarza się bowiem, i to nawet całkiem często, że patrzymy na rodziny, w których wszystko na pierwszy rzut oka wszystko jest SUPER, jednak wewnątrz panuje chłód emocjonalny. Taki stan rzeczy wywołać może wielkie dewastacje w psychice dziecka.

Jeśli w naszym dorosłym życiu nieustanie poszukujemy mężczyzny, który nas „dokocha”, dopełni, to znaczy, że nie otrzymałyśmy tej miłości w dzieciństwie, tam, gdzie powinnyśmy ją znaleźć- w naszej rodzinie, od tzw. „znaczących dorosłych”.

Chociaż Agnieszka rozpoczęła swoją pracę z kobietami, to bardzo się cieszy z tego, że coraz częściej trafiają do jej gabinetu mężczyźni.

Jej misją bowiem jest dzielić się wiedzą o mechanizmach ludzkich.

Jak twierdzi: „Jeśli coś jest „niezałatwione z kiedyś”, to mówi się o tym w Psychotraumatologii, że taka niezałatwiona trauma/niezałatwiona „sprawa”, zawsze „wystawi rachunek”.

Jeśli więc cokolwiek w naszym życiu jest jeszcze nie tak, jakbyśmy tego potrzebowali, brak w nas wewnętrznego spokoju, nie wystarcza nam to, co mamy, żeby czuć się w porządku samemu ze sobą, by być  w dobrostanie, to znaczy, że jest w nas coś jeszcze, zdaniem bohaterki mojego dzisiejszego wpisu, „do pooglądania”.

To nasze „wewnętrzne dziecko” domaga się czegoś, czego nie dali nam nasi rodzice – coś czego w dzieciństwie nam nie wystarczało. Być może to nie była ich wina. Możliwe, że sami wcześniej nie dostali od swoich rodziców tego, czego dziś tak bardzo nam brakuje. A skoro nie dostali, to sami nie umieli nam tego właśnie dać. Jednak jakby nie było, pustka w nas jest pustką, która kiedyś da o sobie znać.

Mogło też być tak, że jako dzieci byliśmy krytykowani przez znaczących dorosłych, albo musieliśmy przyjąć rolę „wybawcy”- czyli tego, kto na przykład chroni matkę przed nietrzeźwym (ładnie mówiąc) ojcem.

Czy przepadkiem nie znalazłeś/znalazłaś się może w sytuacji, gdy jako dziecko byłeś/byłaś „nad wyraz dojrzały/dojrzała”?

Taki stan rzeczy jest bardzo obciążający- w przyszłości z dzieci, które takie właśnie były, wyrastają na przykład menagerowie biorący na swoje ramiona zbyt wiele lub kobiety, które również biorą na siebie zbyt dużą odpowiedzialność za wszystko, za co tylko można- dom, dzieci, praca- w każdej dziedzinie życia muszą być najlepsze.

A taki stan rzeczy przynosi nie tylko skutki w zdrowiu psychicznym, ale objawia się także np. w naszym ciele- obciążenie kręgosłupa- przez bagaż z dzieciństwa.

Jak tu nie dźwigać zbyt wiele, gdy na swoich ramionach mamy np.: odrzucenie, niskie poczucie wartości, nadużycia seksualne o których dziecko nikomu nie powiedziało lub samobójstwa członków rodu, o których „w domu się nie mówiło” – to wszystko niesamowicie obciąża nas psychicznie i fizycznie.

Jeśli któreś z powyższych sytuacji dotyczyły właśnie Ciebie, to masz prawo czuć, że w Twoim życiu cały czas coś jest nie tak. Zamiast żyć w więziach żyjesz w WIĘZACH.

A może nie odnalazłeś/odnalazłaś siebie w żadnym z powyższych przykładów, a mimo to czujesz, że nie potrafisz oddychać pełną piersią, że „coś” Ci ciąży.

Tym właśnie „czymś” zajmuje się Agnieszka i to w sposób mega profesjonalny.

Moja rozmówczyni pracuje z obszarami nazywanymi „PRACĄ Z WEWNĘTRZNYM DZIECKIEM”.

Pomaga dotrzeć do tego, co boli, jednak nie z poziomu Ciebie, gdy miałaś pięć czy siedem lat, a z pozycji dorosłej już osoby. W przyjaznym otoczeniu- w warunkach terapeutycznych masz okazję przyjrzeć się temu, co tak bardzo raniło Cię gdy byłeś/byłaś mała.

To BAAARDZO trudna praca.

Gdy pod wpływem trrigera- czyli takiego impulsu, który uaktywnia w nas wspomnienie danego uczucia, sytuacji, ujawni się coś bardzo bolesnego zostajemy „przerzuceni” do naszej historii i często zdarza się tak, że osoba, której dotyczy bolesne wspomnienie „testuje”  swojego psychoterapeutę- sprawdza czy jest on w stanie unieść ciężar jego trudnego doświadczenia. Często te traumatyczne wydarzenia pozostają nieopowiedziane- nigdy nie wychodzą na światło dzienne, bo osoby które ich doświadczyły nie ufają swoim terapeutom i nie są w stanie odkryć przed nimi swojej „mrocznej tajemnicy”.

Agnieszka ma za sobą wiele „otwartych serc i dusz”- przy niej ludzie MÓWIĄ o swoich traumach, bo daje im przestrzeń na to i pokazuje, że jest w stanie unieść ciężar ich głazu, który tak długo ich obciążał. Kiedy dorosła już osoba „uwolni” ten „kamień z dzieciństwa”, opłacze trudne i dewastujące sytuacje i już z perspektywy dorosłego „Stanu JA” da sobie wsparcie, w  naszym sercu i duszy „robi się miejsce na żałobę” a następnie dopiero wtedy może przyjść „nowe”, aby zacząć  „normalnie żyć”, w większym dobrostanie.

Agnieszka twierdzi, że „trzeba być uważnym na innych”.

Jeśli mamy w sobie akceptację, poczucie własnej wartości, przyjmujemy i to, co trudne i to co fajne – jednym słowem „jesteśmy ze sobą poukładani” , to w naszym życiu wszystko będzie w porządku.

Jeśli uda nam się osiągnąć ten wewnętrzny spokój, to nawet mimo trudnych sytuacji damy sobie radę- jeśli ktoś będzie nas krytykował, to będziemy wiedzieli, że to nie jest prawda o nas tylko opinia tej osoby na nasz temat. Nie będziemy też żyli w świecie „lików”, które czynią nas bardziej wartościowymi.

Ważne jest , według Agnieszki, aby mieścić w sobie to, że świat jest wieloraki- tak samo istnie w nim dobro, jak i zło.

Gdy zapytałam natomiast moją rozmówczynię o jej stosunek do Schorzenia Afektywnego Dwubiegunowego- czy je „Akceptuje, nie ignoruje” odpowiedziała: ”Po stokroć tak”.

Według niej ignorowanie czegokolwiek w życiu, to udawanie tego, że tej sprawy lub rzeczy nie ma. Tymczasem ważne jest przyznać, że „jest jak jest”. Nieignorowanie to według bohaterki mojego tekstu- „widzę i przyjmuję”. Często właśnie różne choroby biorą się z tego, co nie było akceptowane w dzieciństwie przez rodziców.

A jeśli chodzi o kobiety w życiu Agnieszki, to również z pewnością można stwierdzić, że je „Akceptuje i ich nie ignoruje”

To przecież z kobietami pracuje najwięcej i zauważa mnóstwo dobra wokół- nie tylko od kobiet, ale od ludzi generalnie. Lubi siebie, lubi inne kobiety i ich historie.

Porażki, sukcesy?

„Akceptuje, nie ignoruje?”

„Po prostu są” – mówi moja rozmówczyni.

Jej przesłanie do rodziców, to „ Budujcie w swoich dzieciach Poczucie Własnej Wartości, to najlepsza polisa na życie Waszych dzieci….”

Jeśli zdarzy się porażka, to dobrze jej się przyjrzeć.

Zdarza się, że sukcesy i porażki mogą wynikać z NIEZASŁUGIWANIA- z naszej potrzeby udowadniania tego, że jednak jesteśmy coś warci…

Jesteśmy udojrzaleni jeśli mamy w sobie równowagę- zawsze będą rzeczy w których jest się dobrym, kiepskim lub beznadziejnym i już.

Ważny jest , według Agnieszki, nasz stosunek do sukcesów- dobrze, gdy odczuwamy radość, gdy nasze osiągnięcia nas cieszą – gdy po prostu mamy z nich radochę.

Bardzo istotne jest również nasze podejście do porażek i sukcesów innych.

Agnieszko, dziękuję serdecznie za tę, bardzo ważną i niezwykle wartościową dla mnie, rozmowę.

Wiem, że jest ona wzbogacająca nie tylko w moim przypadku, ale również, dla każdego, kto przeczyta ten tekst.

Życzę Tobie dobrostanu i równowagi, o której mówisz. A Wam Moi Drodzy życzę pięknego dnia i fantastycznego weekendu.

Julka Małecka Praktyk Wyzdrowienia ChAD

Fot.: Agnieszka Flisikowska